Nie miałam pojęcia, że Argus wysadzi nas na środku
pustyni! Ludzie przecież ja nawet nie wiem, w którą stronę iść! A ten wielooki
idiota już sobie pojechał! No więc staliśmy sobie tak na środku pustyni. Słońce
prażyło jak szalone i nigdzie nie było cienia. Myślałam, że się roztopię ale
Percy w końcu wpadł na genialny pomysł żeby iść w stronę Vegas. Nie miałam
ochoty się z nim spierać, a zresztą wtedy ten pomysł wydawał się świetny.
No więc ruszyliśmy
naprzód. Droga była mozolna i nudna. Jednak w pewnej chwili stwierdziliśmy żeby
nie iść brzegiem autostrady, bo może to wyglądać trochę dziwnie i teraz szliśmy
przez gorący piasek nawet nie słysząc aut.
Przez pierwsze parę
godzin nic się nie działo dopóki nie zauważyliśmy, że przez piasek brnie mały,
czarny pająk. Schyliłam się żeby go podnieść jednak ten mały dziad tak szybko
przemknął obok mojej ręki, że nie zdążyłam go złapać. Podniosłam głowę i
zobaczyłam rozczarowaną minę Percy’ego, a w następnej chwili duży i ostry
kamień, który leciał w jego stronę.
- Percy!!! – krzyknęłam jednak było już
za późno, chłopak dostał w tylną część głowy i upadł na ziemię nieprzytomny.
Następny kamień
leciał w moją stronę. Na szczęście zdążyłam odskoczyć na bok i spojrzeć w
miejsce, z którego leciały kamienie. Stał tam chłopak z mojego snu. Tylko tym
razem wyglądał o wiele gorzej. Ubrania miał podarte, na ciemnej twarzy było
widać brud oraz czerwoną kreskę przechodzącą przez czoło.
Chłopak rzucał
kolejne kamienie, a ja i Nico odskakiwaliśmy. W końcu krzyknęłam:
- Proszę przestań, nie jesteśmy wrogami!
- Nawet mnie nie znasz – krzyknął, a w
jego głosie brzmiała rozpacz – więc skąd masz wiedzieć, że jesteś moim
przyjacielem… no przyjaciółką.
- Przestań rzucać to wszystko ci
wytłumaczę, proszę !
- No dobrze usiądźmy.
Po tych słowach Nico pociągnął Percy’ego po
piasku i ułożył obok mnie. Uklękłam, a by obejrzeć jego ranę. Była paskudna.
Krew cały czas sączyła się z niej przylepiając się do czarnych włosów chłopca.
Nie mogłam dłużej się na to patrzeć więc położyłam plecak na ziemi, a następnie
go otworzyłam. Wyjęłam koc, który zwinęłam w kłębek i podłożyłam mojemu bratu
pod głowę. Znów spojrzałam w stronę plecaka i wyciągnęłam termos z nektarem, a
następnie polałam ranę jego zawartością.
Spojrzałam w górę i
zauważyłam, że Nico i chłopiec rozmawiają ze sobą. Nie chcąc im przerywać
wyciągnęłam kawałek ambrozji i włożyłam Percy’emu do ust. W jakiś tajemniczy
sposób połknął od razu, a po chwili zaczął kaszleć i otworzył oczy. Popatrzył
się na mnie, a potem odwrócił głowę na przyjaciela i jego zdumiony wzrok znów
powędrował ku mnie. Nie wiedziałam co mu powiedzieć więc uznałam, że to czas na
rozmowę z Carterem.
- Dlaczego nas zaatakowałeś?
- No wiesz myślałem, że jesteście od tej
wrednej pajęczycy – odpowiedział chłopak – a tak ogólnie to jestem Carter Kane.
- Annie Sterk – powiedziałam, a potem
wskazałam na Nico – jak pewnie już wiesz
jest to Nico di Angelo, a ten, który oberwał od Twojego kamienia to Percy
Jackson mój przyrodni brat.
- Przepraszam ale ten pająk…
- Wiem porwał twoją siostrę – wypaliłam
– znaczy mi się to śniło.
- Czekaj, czekaj tak w ogóle to kim ty
jesteś?
-Czemu mamy się spowiadać facetowi,
który chciał nas zabić ? – zapytał ledwo słyszalnym głosem mój brat.
- Może dlatego, że jesteście do mnie
podobni i założę się, że macie coś wspólnego z bogami.
- Tak mamy, a mianowicie jesteśmy ich
dziećmi – powiedział sarkastycznym głosem Nico – zadowolony?
- Coo? – Cartera kompletnie zatkało –
jak ich dziećmi przecież Horus, Izyda…
- Chłopie ja jestem córką Posejdona, a
nie jakiegoś tam Horusa!
- Tak ,a ja jestem faraonem – skwitował
ciemnoskóry.
- Ej! – krzyknął Percy – ona mówi
prawdę, a radzę ci jej nie obrażać.
-Bo co ? – wywrzeszczał Carter – Co mi
zrobisz?
- On na razie nic, ale ja mogę –
powiedział spokojnie Nico, a przy tym wstał i uniósł ręce – syn Hadesa do
usług.
No i wszystko poszło
nie jak po mojej myśli. Carter wstał i wyjął swój zakrzywiony miecz, Nico
wezwał dwójkę szkieletów, które zaatakowały ciemnoskórego, a ja wstałam i
delikatnie odłożyłam głowę mojego brata na koc. Próbował wstać ale za każdym
razem mu się nie udawało. Szkoda mi go było, że ominie go zabawa ale niestety
coś za coś. Skoczyłam w wir walki z morską gumką do włosów w ręce. Chwilę
później w mojej ręce pojawił się miecz. Nie wiem jak to zrobiłam ale udało mi
się uniknąć ciosu Cartera, który został wykierowany nie we mnie ale w szkielet,
który rozwaliłam.
Chwilę później Nico
klęczał na piasku i sapał z wysiłku, a ja stałam oko w oko ze wściekłym
chłopcem w lnianym ubraniu. Musiało to wyglądać troszkę dziwnie ale nie
przejmowałam się tym tylko puściłam miecz i zawołałam:
- Proszę nie kłóćmy się, bo i tak nic to
nie pomorze.
- Masz rację – powiedział, a po namyśle
dodał – idę szukać siostry – powiedział i pobiegł w pustynie.
Chciałam krzyknąć za
chłopcem ale czułam, że jeszcze nieraz go zobaczę. Podeszłam więc do Percy’ego
i dałam mu następną porcję ambrozji po czym kazałam mu spać i powiedziałam, że
obejmę pierwsza wartę. Syn Posejdona zamknął oczy i odpłynął w nicość, a ja
powlokłam się w stronę gdzie nadal klęczał Nico. Usiadłam obok niego i
popatrzyłam się w jego ciemne oczy. Były piękne. Odbijało się w nich zachodzące
słońce ale widać było również zmęczenie. Nie mogłam wytrzymać nacisku jego
spojrzenia więc odwróciłam wzrok i pomogłam mu podnieść się z klęczek. Chłopak
usiadł z wielkim wysiłkiem i patrzył się na swoje nogi. Zrobiłam to samo.
Oglądałam swoje stare Conwersy już po raz setny. Nie pytajcie się mnie skąd mam
te buty skoro byłam w sierocińcu, bo sama nie wiem w jaki sposób je mam. Po
prostu kiedyś rano obudziłam się, a koło mojego łóżka stały te buty wraz ze
spodniami, bluzką i śliczną apaszką w kotki.
Dość rozmyślań o
swojej przeszłości! Muszę zając się przyszłością, a dokładnie moją misją.
Zastanawiałam się dlaczego akurat ja? Dlaczego nie Percy? Przecież to on jest
tym silnym, umiejącym dobrze walczyć herosem. Pewnie kiedyś dokonał wielkich
rzeczy, bo w Obozie dużo ludzi darzyło go szacunkiem.
Spojrzałam na Nica,
który nadal siedział koło mnie. Po jego policzku zlewały się łzy. Nie mogłam
wytrzymać tego, że on cierpi. Dotknęłam jego wyjątkowo zimnej ręki. Przeszył
mnie dreszcz. Chłopak popatrzył na mnie swoimi ciemnymi, smutnymi oczami.
Cholera w moich oczach też pojawiły się łzy. Nawet nie wiem dlaczego! No ale ok
polały się łzy i nawet mi to przeszkadzało co było dziwne, bo ja nienawidzę
beczeć. Dla mnie to jest ujma w honorze, a tu taki ryk przy Nico nawet nie
robił na mnie wrażenia. No ale wróćmy do mnie i syna Hadesa. Patrzyliśmy sobie
w oczy przez dobre 5 minut. No i nadszedł wiekopomny moment kiedy nachyliłam
się ku niemu i go pocałowałam, on odwzajemnił pocałunek. Chciałam aby ta chwila
trwała jak najdłużej. Jakie to romantyczne! Pocałunek przy zachodzie słońca na
pustyni, a do tego obie osoby ryczą. Skupmy się na ustach Nica. O mamo jakie one
były miękkie i delikatne! To był
wspaniały pocałunek ale stanowczo za krótki.
Kiedy Nico odsunął
się ode mnie chciałam pocałować go jeszcze raz i następny, i kolejny, i tak w
nieskończoność ale mieliśmy gapia. Dokładnie był to Percy. Oczywiście miałam
ochotę go udusić za to. Udało mi się jakoś powstrzymać żądze mordu więc wstałam
i podeszłam do swojego wkurzającego brata. Kurde czemu akurat teraz musiał się
obudzić? Przecież nie minęło chyba aż tyle czasu. Dobra nie rozprawiam się nad tym po prostu
obudził się, bo… Dlaczego miał taką przerażoną minę? Pewnie miał jakiś koszmar.
- Percy co się stało? –spytałam nadal
wściekła
- Przepraszam, że wam przerwałem…
- Nie chłopie, nic się nie stało –
powiedział Nico – co ci się śniło?
- Kurde, a skąd ty wiesz, że coś mi się
śniło ? – zapytał Percy ale nie czekał na odpowiedź tylko zaczął opowiadać- no
więc tak: Stałem sobie na środku łąki, a wokół mnie było pełno pająków.
Próbowałem uciekać ale nic nie wyszło więc stanąłem w miejscu no i sceneria się
zmieniła. Znalazłem się w ciemnym pomieszczeniu z zakratowanymi oknami. No
łóżku siedziała dziewczyna w lnianym ubraniu i cicho płakała. No, a na koniec
gonił mnie ogromny pająk.
- Czyli nie mamy pojęcia o co chodzi
prawda ? – zapytałam
- Na to wygląda – odpowiedział mój brat.
- Percy chłopie odpocznij, bo wyglądasz
jak śmierć, a wierz mi wiem coś o tym – powiedział Nico.
-Ale…
-Żadnego ale my sobie jakoś poradzimy –
zakomenderowałam
- „My”? – zapytał Nico – raczej ja, a ty
idziesz spać, bo nie wyglądasz lepiej od swojego brata – na widok mojej ponurej
miny dodał – no już raz dwa!
Posłusznie poszłam w
stronę mojego plecak, wyciągnęłam śpiwór i rozłożyłam go. Spojrzałam jeszcze na syna Hadesa, który
siedział już tyłem do mnie i patrzył się na ledwo widoczne już słońce. Ciekawe
czy myśli o naszym pocałunku.
Położyłam się w
śpiworze i odpłynęłam.