czwartek, 3 października 2013

Rozdział VI

Ten rozdział dedykuję for meine Łoś ( ten fragment z Niciem był for you :D ) I Dramantian., która nieustannie komentuję, dziękuję Ci za to :) Mrrrauu xD





Nie miałam pojęcia, że Argus wysadzi nas na środku pustyni! Ludzie przecież ja nawet nie wiem, w którą stronę iść! A ten wielooki idiota już sobie pojechał! No więc staliśmy sobie tak na środku pustyni. Słońce prażyło jak szalone i nigdzie nie było cienia. Myślałam, że się roztopię ale Percy w końcu wpadł na genialny pomysł żeby iść w stronę Vegas. Nie miałam ochoty się z nim spierać, a zresztą wtedy ten pomysł wydawał się świetny.
No więc ruszyliśmy naprzód. Droga była mozolna i nudna. Jednak w pewnej chwili stwierdziliśmy żeby nie iść brzegiem autostrady, bo może to wyglądać trochę dziwnie i teraz szliśmy przez gorący piasek nawet nie słysząc aut.
Przez pierwsze parę godzin nic się nie działo dopóki nie zauważyliśmy, że przez piasek brnie mały, czarny pająk. Schyliłam się żeby go podnieść jednak ten mały dziad tak szybko przemknął obok mojej ręki, że nie zdążyłam go złapać. Podniosłam głowę i zobaczyłam rozczarowaną minę Percy’ego, a w następnej chwili duży i ostry kamień, który leciał w jego stronę.
- Percy!!! – krzyknęłam jednak było już za późno, chłopak dostał w tylną część głowy i upadł na ziemię nieprzytomny.
Następny kamień leciał w moją stronę. Na szczęście zdążyłam odskoczyć na bok i spojrzeć w miejsce, z którego leciały kamienie. Stał tam chłopak z mojego snu. Tylko tym razem wyglądał o wiele gorzej. Ubrania miał podarte, na ciemnej twarzy było widać brud oraz czerwoną kreskę przechodzącą przez czoło.
Chłopak rzucał kolejne kamienie, a ja i Nico odskakiwaliśmy. W końcu krzyknęłam:
- Proszę przestań, nie jesteśmy wrogami!
- Nawet mnie nie znasz – krzyknął, a w jego głosie brzmiała rozpacz – więc skąd masz wiedzieć, że jesteś moim przyjacielem… no przyjaciółką.
- Przestań rzucać to wszystko ci wytłumaczę, proszę !
- No dobrze usiądźmy.
 Po tych słowach Nico pociągnął Percy’ego po piasku i ułożył obok mnie. Uklękłam, a by obejrzeć jego ranę. Była paskudna. Krew cały czas sączyła się z niej przylepiając się do czarnych włosów chłopca. Nie mogłam dłużej się na to patrzeć więc położyłam plecak na ziemi, a następnie go otworzyłam. Wyjęłam koc, który zwinęłam w kłębek i podłożyłam mojemu bratu pod głowę. Znów spojrzałam w stronę plecaka i wyciągnęłam termos z nektarem, a następnie polałam ranę jego zawartością.
Spojrzałam w górę i zauważyłam, że Nico i chłopiec rozmawiają ze sobą. Nie chcąc im przerywać wyciągnęłam kawałek ambrozji i włożyłam Percy’emu do ust. W jakiś tajemniczy sposób połknął od razu, a po chwili zaczął kaszleć i otworzył oczy. Popatrzył się na mnie, a potem odwrócił głowę na przyjaciela i jego zdumiony wzrok znów powędrował ku mnie. Nie wiedziałam co mu powiedzieć więc uznałam, że to czas na rozmowę z Carterem.
- Dlaczego nas zaatakowałeś?
- No wiesz myślałem, że jesteście od tej wrednej pajęczycy – odpowiedział chłopak – a tak ogólnie to jestem Carter Kane.
- Annie Sterk – powiedziałam, a potem wskazałam na Nico –  jak pewnie już wiesz jest to Nico di Angelo, a ten, który oberwał od Twojego kamienia to Percy Jackson mój przyrodni brat.
- Przepraszam ale ten pająk…
- Wiem porwał twoją siostrę – wypaliłam – znaczy mi się to śniło.
- Czekaj, czekaj tak w ogóle to kim ty jesteś?
-Czemu mamy się spowiadać facetowi, który chciał nas zabić ? – zapytał ledwo słyszalnym głosem mój brat.
- Może dlatego, że jesteście do mnie podobni i założę się, że macie coś wspólnego z bogami.
- Tak mamy, a mianowicie jesteśmy ich dziećmi – powiedział sarkastycznym głosem Nico – zadowolony?
- Coo? – Cartera kompletnie zatkało – jak ich dziećmi przecież Horus, Izyda…
- Chłopie ja jestem córką Posejdona, a nie jakiegoś tam Horusa!
- Tak ,a ja jestem faraonem – skwitował ciemnoskóry.
- Ej! – krzyknął Percy – ona mówi prawdę, a radzę ci jej nie obrażać.
-Bo co ? – wywrzeszczał Carter – Co mi zrobisz?
- On na razie nic, ale ja mogę – powiedział spokojnie Nico, a przy tym wstał i uniósł ręce – syn Hadesa do usług.
No i wszystko poszło nie jak po mojej myśli. Carter wstał i wyjął swój zakrzywiony miecz, Nico wezwał dwójkę szkieletów, które zaatakowały ciemnoskórego, a ja wstałam i delikatnie odłożyłam głowę mojego brata na koc. Próbował wstać ale za każdym razem mu się nie udawało. Szkoda mi go było, że ominie go zabawa ale niestety coś za coś. Skoczyłam w wir walki z morską gumką do włosów w ręce. Chwilę później w mojej ręce pojawił się miecz. Nie wiem jak to zrobiłam ale udało mi się uniknąć ciosu Cartera, który został wykierowany nie we mnie ale w szkielet, który rozwaliłam.
Chwilę później Nico klęczał na piasku i sapał z wysiłku, a ja stałam oko w oko ze wściekłym chłopcem w lnianym ubraniu. Musiało to wyglądać troszkę dziwnie ale nie przejmowałam się tym tylko puściłam miecz i zawołałam:
- Proszę nie kłóćmy się, bo i tak nic to nie pomorze.
- Masz rację – powiedział, a po namyśle dodał – idę szukać siostry – powiedział i pobiegł w pustynie.
Chciałam krzyknąć za chłopcem ale czułam, że jeszcze nieraz go zobaczę. Podeszłam więc do Percy’ego i dałam mu następną porcję ambrozji po czym kazałam mu spać i powiedziałam, że obejmę pierwsza wartę. Syn Posejdona zamknął oczy i odpłynął w nicość, a ja powlokłam się w stronę gdzie nadal klęczał Nico. Usiadłam obok niego i popatrzyłam się w jego ciemne oczy. Były piękne. Odbijało się w nich zachodzące słońce ale widać było również zmęczenie. Nie mogłam wytrzymać nacisku jego spojrzenia więc odwróciłam wzrok i pomogłam mu podnieść się z klęczek. Chłopak usiadł z wielkim wysiłkiem i patrzył się na swoje nogi. Zrobiłam to samo. Oglądałam swoje stare Conwersy już po raz setny. Nie pytajcie się mnie skąd mam te buty skoro byłam w sierocińcu, bo sama nie wiem w jaki sposób je mam. Po prostu kiedyś rano obudziłam się, a koło mojego łóżka stały te buty wraz ze spodniami, bluzką i śliczną apaszką w kotki.
Dość rozmyślań o swojej przeszłości! Muszę zając się przyszłością, a dokładnie moją misją. Zastanawiałam się dlaczego akurat ja? Dlaczego nie Percy? Przecież to on jest tym silnym, umiejącym dobrze walczyć herosem. Pewnie kiedyś dokonał wielkich rzeczy, bo w Obozie dużo ludzi darzyło go szacunkiem.
Spojrzałam na Nica, który nadal siedział koło mnie. Po jego policzku zlewały się łzy. Nie mogłam wytrzymać tego, że on cierpi. Dotknęłam jego wyjątkowo zimnej ręki. Przeszył mnie dreszcz. Chłopak popatrzył na mnie swoimi ciemnymi, smutnymi oczami. Cholera w moich oczach też pojawiły się łzy. Nawet nie wiem dlaczego! No ale ok polały się łzy i nawet mi to przeszkadzało co było dziwne, bo ja nienawidzę beczeć. Dla mnie to jest ujma w honorze, a tu taki ryk przy Nico nawet nie robił na mnie wrażenia. No ale wróćmy do mnie i syna Hadesa. Patrzyliśmy sobie w oczy przez dobre 5 minut. No i nadszedł wiekopomny moment kiedy nachyliłam się ku niemu i go pocałowałam, on odwzajemnił pocałunek. Chciałam aby ta chwila trwała jak najdłużej. Jakie to romantyczne! Pocałunek przy zachodzie słońca na pustyni, a do tego obie osoby ryczą.  Skupmy się na ustach Nica. O mamo jakie one były miękkie i  delikatne! To był wspaniały pocałunek ale stanowczo za krótki.
Kiedy Nico odsunął się ode mnie chciałam pocałować go jeszcze raz i następny, i kolejny, i tak w nieskończoność ale mieliśmy gapia. Dokładnie był to Percy. Oczywiście miałam ochotę go udusić za to. Udało mi się jakoś powstrzymać żądze mordu więc wstałam i podeszłam do swojego wkurzającego brata. Kurde czemu akurat teraz musiał się obudzić? Przecież nie minęło chyba aż tyle czasu.  Dobra nie rozprawiam się nad tym po prostu obudził się, bo… Dlaczego miał taką przerażoną minę? Pewnie miał jakiś koszmar.
- Percy co się stało? –spytałam nadal wściekła
- Przepraszam, że wam przerwałem…
- Nie chłopie, nic się nie stało – powiedział Nico – co ci się śniło?
- Kurde, a skąd ty wiesz, że coś mi się śniło ? – zapytał Percy ale nie czekał na odpowiedź tylko zaczął opowiadać- no więc tak: Stałem sobie na środku łąki, a wokół mnie było pełno pająków. Próbowałem uciekać ale nic nie wyszło więc stanąłem w miejscu no i sceneria się zmieniła. Znalazłem się w ciemnym pomieszczeniu z zakratowanymi oknami. No łóżku siedziała dziewczyna w lnianym ubraniu i cicho płakała. No, a na koniec gonił mnie ogromny pająk.
- Czyli nie mamy pojęcia o co chodzi prawda ? – zapytałam
- Na to wygląda – odpowiedział mój brat.
- Percy chłopie odpocznij, bo wyglądasz jak śmierć, a wierz mi wiem coś o tym – powiedział Nico.
-Ale…
-Żadnego ale my sobie jakoś poradzimy – zakomenderowałam
- „My”? – zapytał Nico – raczej ja, a ty idziesz spać, bo nie wyglądasz lepiej od swojego brata – na widok mojej ponurej miny dodał – no już raz dwa!
Posłusznie poszłam w stronę mojego plecak, wyciągnęłam śpiwór i rozłożyłam go.  Spojrzałam jeszcze na syna Hadesa, który siedział już tyłem do mnie i patrzył się na ledwo widoczne już słońce. Ciekawe czy myśli o naszym pocałunku.
Położyłam się w śpiworze i odpłynęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz