czwartek, 3 października 2013

Rozdział IV

Oczywiście w nocy miałam koszmary. Śniło mi się, że stoję na pustyni. Przede mną była dwójka młodych ludzi, którzy kłócili się o coś. Podeszłam bliżej. Chłopak był w moim wieku, jego ciemne włosy były rozczochrane  i idealnie wtapiały się w ciemna skórę. Nosił dziwne lniane ubrania i torbę na narzędzia u boku, a do tego był umięśniony… jednym słowem wielkie ciacho!
Dziewczyna za to była jasnej karnacji, widać, że jest młodsza od chłopaka przynajmniej o dwa lata, chociaż prawie dorównywała mu wzrostem. W jasnych włosach widniał niebieski kosmyk. Też miała na sobie to dziwne lniane ubranie. Ciekawe po co im to było?
- Sadie proszę cię uciekaj – powiedział błagalnie chłopak
- Carter posłuchaj – odparła ze zdecydowaniem dziewczyna – nie opuszczę cię w końcu rodzeństwo musi trzymać się razem.
Zatkało mnie. Oni niby mieli być rodzeństwem? Przecież byli do siebie tacy niepodobni. To jest niemożliwe.
Niestety dalszy ciąg rozmowy przerwał szelest piasku. Odwróciłam się i zobaczyłam armię pająków. Nie żartuję! Przynajmniej dwieście małych pająków szło w stronę rodzeństwa, a nad nimi widniała wielka „mama” pająk. Był to przerażający widok. Chciałam uciekać, lecz jak to jest często w snach, nie mogłam się poruszyć. Odwróciłam wzrok na młodzieńców w lnianych ubraniach i mnie po raz drugi zatkało.  Dziewczyna trzymała w ręce jakiś patyk, który przypominał różdżkę, a chłopak dziwnie wykrzywiony miecz. Sadie powiedziała coś w nieznanym mi języku. Nagle przed nią pojawiły się złote hieroglify, a pająki, który były już u moich stóp odleciały do tyłu. Nie powiem, że zatkało mnie po raz trzeci no ale zaskoczyło. Dobra wracając do snu. Pająki były niebezpiecznie blisko dziewczyny, która nie dała rady tak szybko „odpychać” pająków. Carter starał się jak mógł ale stworów było zbyt wiele. Rodzeństwo zaczęło uciekać lecz przed ich oczami pojawiły się nowe pająki. W ich oczach rysowało się przerażenie. Nagle pająki chwyciły dziewczynę, a Cartera obeszły i ruszyły w stronę swojej „mamy”. Chłopak próbował uwolnić siostrę ale upadł niefortunnie na piasek i uderzył głową w kamień i niestety stracił przytomność. Chciałam do niego pobiec, pomóc mu ale czułam, że coraz bardziej oddalam się od tej pustyni.
Obudziłam się z krzykiem. Popatrzyłam w stronę Percy’ego, który poruszył się gwałtownie na łóżku i otworzył oczy. Spojrzał na mnie i zobaczyłam w jego oczach niepokój. Chciałam mu coś powiedzieć, otworzyłam usta lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Mój brat wstał i podszedł do mnie. Dotknął mego czoła i pokręcił głową.
- Jesteś cała rozpalona – powiedział z niepokojem – koszmarek co?
W odpowiedzi pokiwałam głową. Wciąż nie wiedziałam czy dam radę wydusić z siebie chociaż słowa, a może to dlatego, że tak głośno krzyknęłam. Zresztą nieważne. Percy siadł na moim łóżku i chwycił mnie za rękę. Jego dłonie były zimne, wręcz kojące. Uspokoiłam się nieco i wychrypiałam.
- Dzięki.
Chłopak wstał i podszedł do najbliższej szafki, niestety puścił moją rękę i zrobiło mi się strasznie gorąco. Jednak jego dłoń trochę uśmierzyła gorączkę. Gdy wrócił do mojego łóżka.  Usiadł ponownie i jedną rękę położył na moim czole, a drugą podał mi coś w rodzaju malutkiego plastra miodu. Wsunął mi to do ust, a ja posłusznie zjadłam. Na szczęście gorączka spadła natychmiastowo. Jednak poczułam kłujący ból w gardle. Miałam nadzieję, że to cudowne lekarstwo uśmierzy go jak gorączkę lecz nic takiego się nie stało. Percy zdjął rękę z mojego czoła i podszedł do okna. Teraz zauważyłam, że jest całkiem jasno. Pewnie dochodziła ósma. Postanowiłam wstać. Dla bezpieczeństwa najpierw podparłam się na łokciach, potem usiadłam na łóżku, a dopiero potem wstałam. Jak najszybciej podeszłam do szafy z ubraniami i wzięłam niebieskie, krótkie  spodenki oraz pomarańczową koszulkę z napisem „Obóz Herosów”. Weszłam do łazienki po Percym, który przebrał się w fioletowe Hawajki i pomarańczową koszulkę. Pachniało od niego miętową pastą do zębów. Miły zapach, ale wolę morza. Weszłam pośpiesznie do łazienki. Gdy popatrzyłam w lustro zamurowało mnie. Patrzyła na mnie blada, czarnowłosa dziewczyna z dużymi zielonymi oczami. Długie sięgające do pasa włosy były lekko potargane. Najważniejsze było to, że znikły mi cienie pod oczami! W końcu! Jak najszybciej przebrałam się, a potem spokojnie zaczęłam czesać włosy, następnie zaplotłam je w mocny warkocz i odrzuciłam je do tyłu. Spojrzałam na siebie jeszcze raz i zrozumiałam, że Obóz dodaje mi pełni życia. Dzięki niemu jestem promienna i wyglądam nawet trochę ładniej. Znaczy ogólnie to jakoś piękna nie jestem ale  za duża koszulka idealnie kontrastowała się z niebieskimi spodenkami. Wyglądałam po prostu lepiej. Umyłam jeszcze zęby i wyszłam z łazienki. Ku mojemu zdziwieniu Percy’ego nie było. Znając życie poszedł do Annabeth. Dobra nie zajmujmy się moim bratem. Podeszłam do pułki i zdjęłam z niej mój naszyjnik. Założyłam go na koszulę. Tak jak się spodziewałam wyglądał ślicznie. Poskładałam więc pościel na łóżku i wyszłam z domku.
Na polu było fajnie ciepło. Obozowicze zbierali się w najróżniejszych miejscach jednak ja postanowiłam pójść prosto do Wielkiego Domu. Ruszyłam więc przed siebie. Wiele herosów przyglądało mi się uważnie. Odkąd to ja taka sławna jestem? Ehh nie obchodzi mnie to. Widziałam parę dziewcząt, które patrzyły tęsknie na mój warkocz. Nie dziwię im się w końcu był bardzo długi. Stwierdziłam jednak, że nie będą zaprzątać sobie nim głowy, bo są ważniejsze sprawy niż mój warkocz.
Po drodze spotkałam Nica, który stał oparty o drzewo.
- Hej Nico idę do Chejrona w sprawie … no wiesz przepowiedni.
- Cześć Ann – powiedział dość ponuro – i pewnie chcesz żebym poszedł z tobą?
- Trafiłeś w dziesiątkę! – ściszyłam głos – miałam iść z Percym ale gdzieś poszedł.
- Biedna nie może liczyć na braciszka – Nico uśmiechnął się pierwszy raz tego poranka – chodź pójdziemy razem.
- Dzięki – odpowiedziałam z wdzięcznością w głosie.
Po tych słowach chłopak ruszył w stronę Wielkiego Domu, a ja za nim. Przez cała drogę nie rozmawialiśmy. Zresztą nie miałam jakoś na to ochoty. Myśl o rozmawianiu o mnie z Chejronem była przerażająca.
W Wielkim Domu panował spokój. Nawet koński zad siedział, tak siedział na wózku inwalidzkim. Oczywiście patrzył się na mnie z wielkim zaciekawieniem. Wkurzało mnie to już. Dlaczego oni wszyscy tak się gapili? Przecież nie jestem ufoludkiem!
- Zakładam, że przyszłaś porozmawiać o przepowiedni.
- Tak Chejronie, ale najpierw muszę opowiedzieć ci o czymś co mi się wydaje  istotne…
Tak wiec odpowiedział mu mój sen. Koński zad jak to on patrzył na mnie z zaciekawieniem. Gdy skończyłam na chwilę panowała cisza, którą przerwało pukanie do drzwi. Chejron krzyknął „proszę” i do pokoju wszedł Percy. Popatrzył na mnie przepraszająco i stanął obok Nica. Wyglądaliśmy jak grupa przyjaciół, która zrobi dla siebie wszystko.
- Annie pamiętasz jak dokładnie wyglądała ta pustynia – spytał koński zad.
-Eee… pamiętam tyle, że gdzieś z tyłu było wielkie, świecące miasto – powiedziałam niepewnie
- To miasto to będzie Las Vegas! Jestem tego pewien – wypalił Percy.
- Też tak myślałem – powiedział Chejron i zwrócił się do mnie – musisz się tam udać i odszukać tego chłopca.
- Sama? – zapytałam niepewnie
- Oczywiście, że nie, możesz wybrać sobie dwóch towarzyszy.
- Percy i Nico! – niemal krzyknęłam – znaczy chciałabym aby na ta misję wyruszyli ze mną Percy i Nico.
- Oczywiście – powiedział koński zad z uśmiechem – normalnie to teraz wysłałbym cię do wyroczni ale ona wczoraj sama do ciebie przyszła.
- Właśnie czy mogłabym się zapytać o co w niej chodzi?
- Na pewno musisz wyruszyć na misje i znaleźć jakiegoś bożka – powiedział Percy – Chejronie nigdy nie słyszałem o bożku.
- Ja też – przyznał dotąd milczący Nico
- Herosi powiem wam tyle co wiem – odparł koński zad – jest to jakoś  powiązane z Egiptem.
- Egiptem??? – zapytaliśmy wszyscy jednocześnie
- Owszem… niestety wiem tylko tyle – zapewnił Chejron  - a teraz idziemy na śniadanie, potem wyruszycie na misję.
Po tych słowach ja Percy i Nico wyszliśmy z Wielkiego Domu i skierowaliśmy się w stronę stołów. Przez całą drogę nie rozmawialiśmy. Jakoś nie było nam do śmiechu. Jednak na widok Annabeth, Percy się rozpromienił i podszedł do niej. Odwróciłam wzrok na Nica i uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił mi tym samym.
 Z następnych zdarzeń pamiętam tylko tyle, że usłyszałam szelest włosów, które ktoś przecina, a potem poczułam jak warkocz się rozplata. Obróciłam się w nagłym napadzie gniewu i zobaczyłam dziewczynę, brunetkę, z dużą kępką moich włosów. Jak mogła coś takiego zrobić? Przecież ja jej nawet nie znałam. Poczułam znajomy już skurcz w żołądku i podniosłam ręce. Woda wystrzeliła ze wszystkich możliwych zbiorników i znalazła się tuż nad moją głową. Patrzyłam się nienawistnie na dziewczynę, która odebrała mi cząstkę mnie. Zapuszczałam te włosy odkąd pamiętam, a ona w jednej chwili je ścięła. Już miała rzucić w nią wodą jednak ktoś chwycił mnie za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam Percy’ego. Niestety moja lewa ręka powędrowała w jego stronę, a połowa wody za nią. Chłopak jednym ruchem ręki zatrzymał wodę.  Byłam tak wściekła, że przesunęłam prawa rękę do przodu  i wodą z impetem poleciała w stronę dziewczyny. Percy znów ją zatrzymał i zwrócił się do mnie:
- Ann idź do domku, a ja przyniosę ci coś do jedzenia.
- Ale… - nie dokończyłam gdyż Nico chwycił mnie za rękę i pociągnął.
Tak jak się spodziewam chłopak zaprowadził mnie do mojego łóżka nie puszczając moją rękę. Tak szczerze to trochę, albo nawet więcej niż trochę, bolało. Gdy odstawił mnie przy łóżku poszedł do drzwi i zatrzymał się tam jakby nie chciał mnie wypuścić z pokoju. Usiadłam więc wściekła i czekałam aż przyjdzie Percy.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz