W Wielkim Domu było bardzo dużo miejsca.
Annabeth i Nico zaprowadzili mnie do pokoju gdzie na jednej ze ścian wisiała
głowa lamparta, która warczała na ludzi, a żeby było mało za biurkiem siedział
dorosły mężczyzna z końskim zadem. Miał brązowe włosy i brodę tylko jego „końska”
część była biała. Gdy zobaczył, że stoimy w jego pokoju, spojrzał na mnie , a
potem jego spojrzenie padło moją „straż”.
- Chejronie pewnie doszły do ciebie informacje o Percym –
zaczęła cicho Annabeth – chciałabym Ci przedstawić Annie Sterk… ona wie co się
stało – dziewczyna spojrzała na mnie wyczekująco.
- Eee... no to kiedy…
Zaczęłam swoją opowieść od chwili
medytacji, a skończyłam na przybyciu przyjaciółki Percy’ego. Postanowiłam
pominąć moment, w którym pocałowałam chłopaka.
Wszyscy patrzyli na mnie z
wielkim zaciekawieniem, a najgorszy był ten Chejron. Świdrował spojrzeniem tak długo, że aż zarumieniłam się
i spuściłam wzrok. Przez resztę
opowieści wpatrywałam się w podłogę. Gdy skończyłam spojrzałam niepewnie na
Annabeth, a ta zaczęła mówić od momentu kiedy uderzyła w głowę taryfiarza.
Facet z końskim zadkiem nie krył oburzenia gdy tylko blondynka opowiedziała o
tym zdarzeniu.
- Jak mogłaś uderzyć śmiertelnika? – spytał.
- Chejronie mamy ważniejsze sprawy na głowie niż
śmiertelnicy! – krzyknęła Annabeth.
- Gdy tylko Percy’emu się polepszy to zapytamy się go
o szczegóły, ale na razie chodźmy na kolację.
Annabeth z
oburzeniem wybiegła z pokoju, widać było, że ledwo powstrzymuję łzy.
Współczułam jej z całego serca ale wiedziałam też, że nie warto przeciwstawiać
się facetowi z końskim zadem. Poszłam więc posłusznie za Niciem. Chciałam do
niego coś powiedzieć lecz chłopak był taki ponury, że aż odstraszał ludzi.
Chejron ruszył za nami, co chwilę mamrocząc coś pod nosem. Ten cały Obóz
Herosów był dziwny. W ogóle o co w tym chodzi??? Tak, a do tego opiekunem jest
facet z końskim zadem. Czy to jest normalne??? No raczej nie, a do tego osoba,
która miała mi wszystko wytłumaczyć leży nieprzytomna.
W końcu zdobyłam się
na odwagę i otworzyłam usta żeby zagadać do Nica ale ten zniknął, a ja stałam w
koło wielkiego ogniska, otoczonego stołami. Nie wiem dlaczego ale wszyscy
gapili się na mnie, nawet ten Chejron. Jestem aż tak bardzo interesująca?
Nagle zobaczyłam
niebieską łunę nad moją głową. Czekaj niebieską? Jak najszybciej podbiegłam do
najbliższego zbiornika wody i popatrzyłam na swoje odbicie. Zatkało mnie. Nad
moją głową widniał niebieski trójząb.
Ok. już wiem dlaczego ludzie się na mnie gapili, ale co to miało
znaczyć? Jakby w odpowiedzi gdy podniosłam rękę woda ze zbiornika skoczyła do
góry i uformowała się w kulkę wokół mojej zaciśniętej pięści. O nie tego już
było za wiele! O co tutaj kurde chodziło??? Ktoś może robi sobie ze mnie żarty
i po prostu ten cały trójząb wisi na jakiejś żyłce. Sięgnęłam więc ręką do góry w tej chwili gdy to coś nad moją
głowa zgasło. Nie no to było dziwne. Opuściłam rękę i poczułam skurcz w
żołądku. Cała woda ze zbiornika znalazła się koło moich nóg. Powoli podniosłam
rękę, a woda powędrowała wyżej. Uniosłam rękę nad zbiornikiem, a potem
rozluźniłam rękę. Woda opadła z powrotem do beczki. Niepewnie podniosłam
jeszcze raz rękę ale nic się nie wydarzyło. Uniosłam więc wzrok. Wszyscy
obozowicze nadal się na mnie patrzyli. Przez dłuższą chwilę patrzyłam się na
ich twarze pełne podziwu, przerażenia i zdziwienia. Nagle usłyszałam za sobą
głos Chejrona:
- Herosi! Poznajcie Annie Sterk córkę
Posejdona!
Stanęłam jak wyryta. Czy ten koński zad
właśnie powiedział, że jestem córką Posejdona? Przecież to jest niemożliwe!
Kurde jeszcze mi zaczną wmawiać, że bogowie olimpijscy istnieją! To nie jest
prawda, nie mogę być córką Pana Mórz. Jestem tylko sierotą, której nikt nie
lubi. Chwila, chwila. Co powiedział mi Percy jak się spotkaliśmy? O tak „cześć
siostrzyczko”. Czyli co on też jest dzieckiem Posejdona? A ten spiżowy wilk? Pewnie zaatakował nas
dlatego, bo jesteśmy dziećmi Pana Mórz. Jak przed chwilą Chejron powiedział do
ludzi? Tak herosi. Czyli co, ze ja niby herosem jestem? Ciekawe, ciekawe.
Z zamyślenia wyrwał
mnie koński zad, który powiedział żebym poszła usiąść do stolika Posejdona i
wskazał mi pusty stół. Niepewnie
podeszłam do niego i zaczęłam jeść posiłek. Nie byłam głodna lecz musiałam coś
zjeść aby uzupełnić coraz bardziej odczuwalną pustkę w moim brzuchu. Myślałam o
tym co się dzisiaj zdarzyło. Nagle
wszyscy zaczęli wstawać z talerzem w ręce. Co było dziwne na talerzu było
jedzenie. Musiałam się bardzo dziwnie gapić,
bo podszedł do mnie Nico i powiedział:
- Co wieczór bierzemy na talerze trochę
jedzenia i wrzucamy je do ognia ku czci naszym boskim rodzicom… lepiej też tak
zrób.
- Dzięki Nico – powiedziałam niepewnie i
spojrzałam w te jego ciemne oczy, zastanawiałam jaki bóg jest jego ojcem –
jesteś synem… Hadesa! Prawda?
- Zgadza się – powiedział Nico z
wyraźnym uśmiechem na twarzy – a teraz
idź wrzucić jakieś jedzenie do ognia dla swojego ojczulka.
Roześmiałam się. Miły jest ten Nico jednak nie
w moim stylu. Nabrałam na talerz jajecznicę i troszkę bekonu. Kiedy chciałam
wstać usłyszałam za sobą znany mi głos:
- Posejdon woli kiełbasę.
- Percy! – krzyknęłam i rzuciłam mu się
na szyję, a on tylko roześmiał się – jak się czujesz?
-Annie spokojnie, bo mnie udusisz! – gdy
wyswobodził się od mojego uścisku wyrwał mi z ręki talerz i zaczął jeść – ymm…
spokojnie nic mi nie jest.
- Wiesz jak Annabeth się o ciebie
martwiła? – wypaliłam, a potem od razu pożałowałam tego.
- Tak wiem ona zawsze się o mnie martwi
jakby jej na mnie zależało! – uśmiechnął się szeroko i podał mi talerz z
kiełbasą – weź go i gdy będziesz wrzucać jedzenie do ognia pomyśl za co
dziękujesz naszemu tatusiowi.
Po tych słowach
chłopak popchnął mnie w stronę ogniska. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w tamtą
stronę Ustawiłam się w kolejce jako ostatnia, a jako, że była ona bardzo
krótka, szybko dotarłam do celu. Wrzucając kiełbasę do ognia podziękowałam ojcu
za to, że Percy tak szybko doszedł do siebie. Nic innego nie przyszło mi do
głowy. Gdy jedzenie spadło do ognia poczułam tak dobrze znaną mi woń wody. Nie
miałam ochoty ruszać się z miejsca ale niestety za mną stało jeszcze parę osób
więc ruszyłam w stronę stołu przy, którym Percy dalej jadł. Gdy poszedłem do
niego od tyłu ten mnie nie zauważył więc dotknęłam jego ramienia i
powiedziałam:
-Taki głodny jesteś? – chłopak
podskoczył na ławce ale potem chwycił mnie za rękę i pociągnął abym usiadła.
- Siostrzyczko proszę mnie więcej nie
straszyć – powiedział celując we mnie łyżką, która w jego rękach wyglądała dość
groźnie.
-Percy czyżbyś groził mi łyżką? –
zapytałam żartobliwie
-Tak, grożę ci! Do tego łyżką! –
powiedział machając mi nią przed oczami.
- A wiesz co? – zapytałam i wyjęłam mu
„narzędzie zbrodni” z ręki – ja się ciebie nie boję.
Po tych słowach
oboje wybuchliśmy śmiechem. Chciałam się tak śmiać z Percym w nieskończoność.
Niestety nagle z Wielkiego Domu wyszła … mumia. Zostawiała za sobą zieloną
mgłę. Popatrzyłam na Percy’ego, który
tylko przewrócił oczami i zwrócił wzrok na mumię, która stanęła przy ognisku i
zaczęła mówić:
Córa Posejdona musi podjąć wyzwanie
Bożek na jej drodze stanie
Pomoc jego musi być przyjęta
Inaczej pająk cały świat spęta
Po tych słowach mumia wróciła do
Wielkiego Domu. Oczywiście wszyscy herosi patrzyli się na mnie i wcale nie
zamierzali przestać. Na szczęście Percy chwycił mnie za rękę i poprowadził w
stronę domków. W oddali było słychać krzyk Chejrona obwieszczający o końcu
kolacji. Byłam wdzięczna Mojemu bratu za to, że wyciągnął mnie stamtąd. Nie lubię być w centrum wydarzeń, a
w Obozie byłam już aż dwa razy!
Domek Posejdona nie był duży, lecz w
środku naprawdę piękny. Wszystko było na niebiesko, a co najlepsze pachniało
morzem. Był to mój ulubiony zapach.
Przeczesałam cały domek i zrozumiał, że mamy wspólna łazienkę z Percym.
Nie było tak źle przecież to jest mój brat, a ja nie mam dużo kosmetyków.
Nagle przypomniałam sobie o moim
plecaku. Szybko sięgnęłam do pleców, jednak torby tam nie było. Spojrzałam na
jedno z łóżek i zauważyłam go. Podeszłam
więc do niego i wysypałam całą jego zawartość na kołdrę. Oczywiście znalazła
się tam moja ulubiona bransoletka z delfinami, a poza tym była również
niebieska szczotka do włosów, zielona opaska też do włosów i jedyna pamiątka po
mojej rodzinie czyli złoty medalion w kształcie serca. Delikatnie odłożyłam go
na szafkę i przypomniałam sobie, że nie mam ubrań.
- Jakby co ubrania są w szafie – powiedział Percy
jakby czytał mi w myślach – możesz się wykąpać jak chcesz, przed nami ciężki
dzień.
- Dzięki – powiedziałam i ruszyłam w stronę szafy – co
to było za mumia?
- Ann to jest wyrocznia delficka – odparł niespokojnie
chłopak – a to co mówiła to była przepowiednia, o tobie.
- Ale ja nic z tego nie rozumiem!
- Wiem Annie ja
też nic z tego nie rozumiem, jutro musimy iść do Chejrona, żeby nam to
wyjaśnił, a potem wysłał cię na misję.
- Ehh ok i tak dzisiaj już nic nie zdziałamy.
Po tych słowach wyjęłam pidżamę ( oczywiście
niebieską) i ruszyłam w stronę łazienki. Umyłam się jak najszybciej, a potem
ułożyłam się w łóżku i zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz