czwartek, 3 października 2013

Rozdział III

Przerzut na pierwszą osobę :3 

 
W Wielkim Domu było bardzo dużo miejsca. Annabeth i Nico zaprowadzili mnie do pokoju gdzie na jednej ze ścian wisiała głowa lamparta, która warczała na ludzi, a żeby było mało za biurkiem siedział dorosły mężczyzna z końskim zadem. Miał brązowe włosy i brodę tylko jego „końska” część była biała. Gdy zobaczył, że stoimy w jego pokoju, spojrzał na mnie , a potem jego spojrzenie padło moją  „straż”.
- Chejronie  pewnie doszły do ciebie informacje o Percym – zaczęła cicho Annabeth – chciałabym Ci przedstawić Annie Sterk… ona wie co się stało – dziewczyna spojrzała na mnie wyczekująco.
- Eee... no to kiedy…
Zaczęłam swoją opowieść od chwili medytacji, a skończyłam na przybyciu przyjaciółki Percy’ego. Postanowiłam pominąć moment, w którym pocałowałam chłopaka.  Wszyscy patrzyli na mnie  z wielkim zaciekawieniem, a najgorszy był ten Chejron. Świdrował  spojrzeniem tak długo, że aż zarumieniłam się  i spuściłam wzrok. Przez resztę opowieści wpatrywałam się w podłogę. Gdy skończyłam spojrzałam niepewnie na Annabeth, a ta zaczęła mówić od momentu kiedy uderzyła w głowę taryfiarza. Facet z końskim zadkiem nie krył oburzenia gdy tylko blondynka opowiedziała o tym zdarzeniu.
- Jak mogłaś uderzyć śmiertelnika? – spytał.
- Chejronie mamy ważniejsze sprawy na głowie niż śmiertelnicy! – krzyknęła Annabeth.
- Gdy tylko Percy’emu się polepszy to zapytamy się go o szczegóły, ale na razie chodźmy na kolację. 
Annabeth z oburzeniem wybiegła z pokoju, widać było, że ledwo powstrzymuję łzy. Współczułam jej z całego serca ale wiedziałam też, że nie warto przeciwstawiać się facetowi z końskim zadem. Poszłam więc posłusznie za Niciem. Chciałam do niego coś powiedzieć lecz chłopak był taki ponury, że aż odstraszał ludzi. Chejron ruszył za nami, co chwilę mamrocząc coś pod nosem. Ten cały Obóz Herosów był dziwny. W ogóle o co w tym chodzi??? Tak, a do tego opiekunem jest facet z końskim zadem. Czy to jest normalne??? No raczej nie, a do tego osoba, która miała mi wszystko wytłumaczyć leży nieprzytomna.
W końcu zdobyłam się na odwagę i otworzyłam usta żeby zagadać do Nica ale ten zniknął, a ja stałam w koło wielkiego ogniska, otoczonego stołami. Nie wiem dlaczego ale wszyscy gapili się na mnie, nawet ten Chejron. Jestem aż tak bardzo interesująca?
Nagle zobaczyłam niebieską łunę nad moją głową. Czekaj niebieską? Jak najszybciej podbiegłam do najbliższego zbiornika wody i popatrzyłam na swoje odbicie. Zatkało mnie. Nad moją głową widniał niebieski trójząb.  Ok. już wiem dlaczego ludzie się na mnie gapili, ale co to miało znaczyć? Jakby w odpowiedzi gdy podniosłam rękę woda ze zbiornika skoczyła do góry i uformowała się w kulkę wokół mojej zaciśniętej pięści. O nie tego już było za wiele! O co tutaj kurde chodziło??? Ktoś może robi sobie ze mnie żarty i po prostu ten cały trójząb wisi na jakiejś żyłce. Sięgnęłam więc  ręką do góry w tej chwili gdy to coś nad moją głowa zgasło. Nie no to było dziwne. Opuściłam rękę i poczułam skurcz w żołądku. Cała woda ze zbiornika znalazła się koło moich nóg. Powoli podniosłam rękę, a woda powędrowała wyżej. Uniosłam rękę nad zbiornikiem, a potem rozluźniłam rękę. Woda opadła z powrotem do beczki. Niepewnie podniosłam jeszcze raz rękę ale nic się nie wydarzyło. Uniosłam więc wzrok. Wszyscy obozowicze nadal się na mnie patrzyli. Przez dłuższą chwilę patrzyłam się na ich twarze pełne podziwu, przerażenia i zdziwienia. Nagle usłyszałam za sobą głos Chejrona:
- Herosi! Poznajcie Annie Sterk córkę Posejdona!
 Stanęłam jak wyryta. Czy ten koński zad właśnie powiedział, że jestem córką Posejdona? Przecież to jest niemożliwe! Kurde jeszcze mi zaczną wmawiać, że bogowie olimpijscy istnieją! To nie jest prawda, nie mogę być córką Pana Mórz. Jestem tylko sierotą, której nikt nie lubi. Chwila, chwila. Co powiedział mi Percy jak się spotkaliśmy? O tak „cześć siostrzyczko”. Czyli co on też jest dzieckiem Posejdona?  A ten spiżowy wilk? Pewnie zaatakował nas dlatego, bo jesteśmy dziećmi Pana Mórz. Jak przed chwilą Chejron powiedział do ludzi? Tak herosi. Czyli co, ze ja niby herosem jestem? Ciekawe, ciekawe.
Z zamyślenia wyrwał mnie koński zad, który powiedział żebym poszła usiąść do stolika Posejdona i wskazał mi pusty stół.  Niepewnie podeszłam do niego i zaczęłam jeść posiłek. Nie byłam głodna lecz musiałam coś zjeść aby uzupełnić coraz bardziej odczuwalną pustkę w moim brzuchu. Myślałam o tym co się dzisiaj zdarzyło.  Nagle wszyscy zaczęli wstawać z talerzem w ręce. Co było dziwne na talerzu było jedzenie.  Musiałam się bardzo dziwnie gapić, bo podszedł do mnie Nico i powiedział:
- Co wieczór bierzemy na talerze trochę jedzenia i wrzucamy je do ognia ku czci naszym boskim rodzicom… lepiej też tak zrób.
- Dzięki Nico – powiedziałam niepewnie i spojrzałam w te jego ciemne oczy, zastanawiałam jaki bóg jest jego ojcem – jesteś synem… Hadesa! Prawda?
- Zgadza się – powiedział Nico z wyraźnym uśmiechem na twarzy –  a teraz idź wrzucić jakieś jedzenie do ognia dla swojego ojczulka.
 Roześmiałam się. Miły jest ten Nico jednak nie w moim stylu. Nabrałam na talerz jajecznicę i troszkę bekonu. Kiedy chciałam wstać usłyszałam za sobą znany mi głos:
- Posejdon woli kiełbasę.
- Percy! – krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję, a on tylko roześmiał się – jak się czujesz?
-Annie spokojnie, bo mnie udusisz! – gdy wyswobodził się od mojego uścisku wyrwał mi z ręki talerz i zaczął jeść – ymm… spokojnie nic mi nie jest.
- Wiesz jak Annabeth się o ciebie martwiła? – wypaliłam, a potem od razu pożałowałam tego.
- Tak wiem ona zawsze się o mnie martwi jakby jej na mnie zależało! – uśmiechnął się szeroko i podał mi talerz z kiełbasą – weź go i gdy będziesz wrzucać jedzenie do ognia pomyśl za co dziękujesz naszemu tatusiowi.
Po tych słowach chłopak popchnął mnie w stronę ogniska. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w tamtą stronę Ustawiłam się w kolejce jako ostatnia, a jako, że była ona bardzo krótka, szybko dotarłam do celu. Wrzucając kiełbasę do ognia podziękowałam ojcu za to, że Percy tak szybko doszedł do siebie. Nic innego nie przyszło mi do głowy. Gdy jedzenie spadło do ognia poczułam tak dobrze znaną mi woń wody. Nie miałam ochoty ruszać się z miejsca ale niestety za mną stało jeszcze parę osób więc ruszyłam w stronę stołu przy, którym Percy dalej jadł. Gdy poszedłem do niego od tyłu ten mnie nie zauważył więc dotknęłam jego ramienia i powiedziałam:
-Taki głodny jesteś? – chłopak podskoczył na ławce ale potem chwycił mnie za rękę i pociągnął abym usiadła.
- Siostrzyczko proszę mnie więcej nie straszyć – powiedział celując we mnie łyżką, która w jego rękach wyglądała dość groźnie.
-Percy czyżbyś groził mi łyżką? – zapytałam żartobliwie
-Tak, grożę ci! Do tego łyżką! – powiedział machając mi nią przed oczami.
- A wiesz co? – zapytałam i wyjęłam mu „narzędzie zbrodni” z ręki – ja się ciebie nie boję.
Po tych słowach oboje wybuchliśmy śmiechem. Chciałam się tak śmiać z Percym w nieskończoność. Niestety nagle z Wielkiego Domu wyszła … mumia. Zostawiała za sobą zieloną mgłę.  Popatrzyłam na Percy’ego, który tylko przewrócił oczami i zwrócił wzrok na mumię, która stanęła przy ognisku i zaczęła mówić:
Córa Posejdona musi podjąć wyzwanie
Bożek na jej drodze stanie
Pomoc jego musi być przyjęta
Inaczej pająk cały świat spęta
Po tych słowach mumia wróciła do Wielkiego Domu. Oczywiście wszyscy herosi patrzyli się na mnie i wcale nie zamierzali przestać. Na szczęście Percy chwycił mnie za rękę i poprowadził w stronę domków. W oddali było słychać krzyk Chejrona obwieszczający o końcu kolacji. Byłam wdzięczna Mojemu bratu za to, że wyciągnął mnie  stamtąd. Nie lubię być w centrum wydarzeń, a w Obozie byłam już aż dwa razy!
Domek Posejdona nie był duży, lecz w środku naprawdę piękny. Wszystko było na niebiesko, a co najlepsze pachniało morzem. Był to mój ulubiony zapach.  Przeczesałam cały domek i zrozumiał, że mamy wspólna łazienkę z Percym. Nie było tak źle przecież to jest mój brat, a ja nie mam dużo kosmetyków.
Nagle przypomniałam sobie o moim plecaku. Szybko sięgnęłam do pleców, jednak torby tam nie było. Spojrzałam na jedno z łóżek  i zauważyłam go. Podeszłam więc do niego i wysypałam całą jego zawartość na kołdrę. Oczywiście znalazła się tam moja ulubiona bransoletka z delfinami, a poza tym była również niebieska szczotka do włosów, zielona opaska też do włosów i jedyna pamiątka po mojej rodzinie czyli złoty medalion w kształcie serca. Delikatnie odłożyłam go na szafkę i przypomniałam sobie, że nie mam ubrań.
- Jakby co ubrania są w szafie – powiedział Percy jakby czytał mi w myślach – możesz się wykąpać jak chcesz, przed nami ciężki dzień.
- Dzięki – powiedziałam i ruszyłam w stronę szafy – co to było za mumia?
- Ann to jest wyrocznia delficka – odparł niespokojnie chłopak – a to co mówiła to była przepowiednia, o tobie.
- Ale ja nic z tego nie rozumiem!
- Wiem Annie  ja też nic z tego nie rozumiem, jutro musimy iść do Chejrona, żeby nam to wyjaśnił, a potem wysłał cię na misję.
- Ehh ok i tak dzisiaj już nic nie zdziałamy.
Po tych słowach wyjęłam pidżamę ( oczywiście niebieską) i ruszyłam w stronę łazienki. Umyłam się jak najszybciej, a potem ułożyłam się w łóżku i zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz