Medytacja. Jedyny sposób, aby czternastoletnia Annie
dowiedziała się kim są jej rodzice. Usiadła więc na trawie , wyciągnęła ręce
przed siebie i wsłuchała się w bicie swojego serca. Biło ona równomiernie:
pum-pum, pum-pum. Nagle zobaczyła obraz, domki w kształcie litery U, plac do
gry w siatkówkę oraz różne dziwne budynki, polana, na której znajdowały się
domki była otoczona wielkim lasem, nad którym górowała sosna, jedna wielka
sosna, na której coś wisiało , coś złotego. W ostatniej chwili zobaczyła piękne
jezioro, a w oddali morze obijające się o brzeg. Otworzyła oczy, nie dała rady
dalej medytować. Dziewczyna czuła, że musi odnaleźć ten obóz czy cokolwiek to
było. Czuła, że to miejsce gdzie powinna być.
Niechętnie podniosła się z trawy i ruszyła w stronę
sierocińca. Nienawidziła tego miejsca. Nikt jej nie lubił, a do tego sama
dawała do tego powody. Była nadpobudliwa i często coś psuła, a jeszcze żeby
było mało bardzo często miała ochotę kogoś uderzyć. Czasem udawało jej
kontrolować swoją złość ale najczęściej dochodziło do bójek.
Dziewczyna otworzyła drzwi i jak najszybciej pobiegła
do swojego pokoju żeby się spakować i uciec. Na szczęście nie dzieliła z nikim
pokoju więc pochowała najważniejsze dla niej rzeczy do plecaka i wyskoczyła
przez okno aby nikt jej zauważył. Ann uwielbiała to robić, ponieważ pod jej
oknem znajdowała się rzeka, a ona kocha wodę.
Gdy dotknęła wody poczuła, że przybywa do niej
energia, to był jeden plus wody. Jak najszybciej popłynęła w stronę zatoki Long
Island, czuła, że ktoś tam na nią czeka. Płynęła jakieś 15 minut gdy
stwierdziła, że nikt z sierocińca na pewno jej nie zauważy. Wyszła więc z wody,
nie przejmując się tym, że cała była mokra. Woda ściekała z niej na chodnik, a
ludzie omijali ją szerokim łukiem jakby była dziwakiem. Nie dziwiła im się ,
BYŁA dziwakiem.
Ruszyła chodnikiem gdy nagle zobaczyła chłopca, który
przypominał jej ją samą. Mieli te same morskie oczy i czarne włosy. Nawet wyraz
twarzy miał podobny. Gdy ją spostrzegł Ann ujrzała błysk w jego oku. Uśmiechnął
się szeroko. Annie wiedziała, że nigdy nie zapomni tego uśmiechu.
-
Cześć siostrzyczko – powiedział i uśmiechnął się jeszcze szerzej na widok, jej
zdziwionej miny dodał – jestem Percy Jackson, a ty ?
-
Ja … Annie Sterk… dlaczego nazwałeś mnie siostrzyczką?
-
Chodź wytłumaczę Ci wszystko w bezpiecznym miejscu.
Po tych słowach Percy wziął ją pod rękę i zaczął
prowadzić do pierwszej taksówki. Gdy do niej wsiedli kazał taryfiarzowi jechać gdzieś
na Long Island. Annie przyglądała się
mu z zaciekawieniem. Jego pomarańczowa koszulka z napisem „Obóz Herosów” była
na tyle krótka , by ukazywać jego niewielkie
mięśnie na ramionach. Ciemne podarte jeansy wyglądały jakby nosił je
przynajmniej dziesięć lat. Jego włosy były rozczochrane tak bardzo, że aż Ann
chciała je przygładzić lecz szybko przestała o tym myśleć. Chcąc nie chcąc
Percy się jej podobał lecz widziała w nim podobieństwo do samej siebie.
Przypatrując się Percy’emu dziewczyna zobaczyła, że w kruczoczarnych włosach
znajduję się siwy lok. Ann miała ochotę zapytać skąd on się wziął ale się
powstrzymała. Ujrzała również zmęczenie na jego twarzy, widziała, że nie spał
po nocach. Może tak jak ona miał koszmary.
-Percy
wiem, że nie powinnam pytać ale masz koszmary nocne?
-
U nas to normalne – wyszczerzył się w szelmowskim uśmiechu – zobaczysz jak
dojedziemy na miejsce.
-
Percy…
Nie zdążyła dokończyć, ponieważ coś uderzyło w taryfę
z taką siłą, że ta o mało co nie została zmiażdżona. Annie spojrzała na
Percy’ego ale on już stał przed wielkim potworem, który wyglądał jakby był cały
z metalu i do tego przypominał wielkiego wilka jednak cały był złoty, a ślepia
paliły się na kolor czerwony. Sam jego
widok przerażał Ann, a do tego naprzeciwko potwora stał Percy z mieczem w ręce.
Dziewczynie udało się wyjść z samochodu w momencie
kiedy przeciwnicy skoczyli na siebie. Percy wykonał zgrabny ruch mieczem i
uderzył ostrzem potwora prosto w jego lewe oko. Potwór zaryczał z bólu i
uderzył wielkim łapskiem w chłopca jednak ten zdążył odskoczyć na czas i
zaatakować go z tyłu. Potwór nie był na tyle szybkie żeby uniknąć ataku ale gdy
Percy wbił mu miecz w udo i zaczął go wyciągać, wilk obrócił się z impetem do
tyłu tak, że chłopak puścił miecz i wylądował na drzewie. Annie patrzyła z
przerażeniem jak Percy osuwa się
nieprzytomny na ziemię.
Co teraz robić? -pomyślała. Nie
umiała walczyć ale pewna cześć jej umysłu wiedziała co musi zrobić. Pobiegła do
potwora wyjęła miecz z jego uda i zaatakowała go prosto w serce. Na szczęście wilk nie zauważył, że chciała zaatakować
go w pierś więc wyciągnął łapy przed siebie. Ann zgrabnie je ominęła i trafiła
prosto w serce. Nagle potwór zwiotczał i runął na ziemię, wydał z siebie
ostanie warknięcie i blask jego czerwonego oka wygasł.
Interesujący, trochę krótki. Mało szczegółów, co sprawia wrażenie, że pisałaś w pośpiechu. Następnym razem wczuj się w rolę i opisz to.
OdpowiedzUsuńWczuj się w rolę Annie, wyobraź sobie co ona(ty) tam robi i opisz to.
Ale opowiadanie samo w sobie ładne.
Buziaki, pozdrawiam.
~Dramantian.
bardzo fajny pomysł, ale popracuj nad odpowiednim złożeniem zdań
OdpowiedzUsuń