czwartek, 3 października 2013

Rozdział V

   Siedziałam wściekła i bezsilna. Poczułam tak dobrze już znaną mi beznadziejność. Dlaczego w ogóle ja coś takiego zrobiłam? Przecież mogłam puścić płazem tej dziewczynie. Zresztą pomogła mi, bo w misji pewnie tak długie włosy mogły przeszkadzać. Dobra źle zrobiłam wiem ale nie czuję wstydu. No znaczy jednak troszkę czuję. No, bo Percy jednym machnięciem ręką potrafił zapanować nam wodą, a ja musiałam być wściekła żeby coś takiego zrobić.

Nagle drzwi do domku się otworzyły, a w nich pojawił się Percy. Uśmiechał się głupkowato do mnie jakby myślał, że coś to pomoże. Podszedł do mnie i podał mi talerz ze śniadaniem.
- Pewnie będziesz mi prawić kazanie co to ja zrobiłam bla bla bla – powiedziałam – ale wiedz, że ja mam gdzieś to co myślą o mnie inni.
- Annie spokojnie zaraz wyruszamy na misję więc lepiej się spakuj – powiedział i wstał, a z jego kieszeni wypadł długopis.
- A co to – poniosłam narzędzie do pisania i odetkałam je, a w mojej ręce pojawił się spiżowy miecz – och!
- Zapomniałem o tym, że potrzebujesz miecza!
- Percy, a ten jest twój? – zapytałam – idealny …
- Tak jest mój – wyrwał mi miecz z ręki – znając życie żaden nie będzie leżał ci w rękach tak dobrze jak ten.
- No to porozmawiaj z Tysonem – zaproponował Nico – dla nowej siostry pewnie zrobi.
- Tak chłopie tylko jest jeden problem w Obozie nie ma Tysona.
- Percy czy ty udajesz idiotę czy naprawdę taki jesteś? – syn Hadesa przewrócił oczami – a iryfon to co głupku?
- Co to jest irycośtam ? – przerwałam.
-Iryfon Annie I-R-Y-F-O-N – powiedział Percy – wrzucasz drachmę do tęczy i mówisz z kim chcesz porozmawiać i bogini Iris łączy nas z tą osobą.
- Okej, a Tyson to kto?
- Nasz brat i on jest yyy cyklopem.
-Super mam brata cyklopa!
- Annie ja też się na początku nie cieszyłem ale on jest naprawdę fajny ,a zresztą on pracuje w kuźni Posejdona więc może zrobić Ci coś podobnego jak mój miecz.
Nie czekając na moją odpowiedź Percy podszedł do źródełka i wpuścił promienie słoneczne tak aby padały na wodę. Niemal natychmiast pojawiła się niewielka tęcza. Chłopak wrzucił drachmę. Nagle poczułam, że muszę wyjść z domku, że na plaży ktoś na mnie czeka. Ruszyłam więc przed siebie omijając mojego brata oraz Nica dalej stojącego koło drzwi. Biegłam jak najszybciej mogłam, a z tyłu dochodziły krzyki chłopców. Ja jednak nie przejmowałam się nimi. Ktoś ważny czekał na plaży to już wiedziałam ale kto to był? Może to jakaś pułapka? A co mi tam i tak jestem tylko zwykłą… no już nie zwykłą no ale i tak dziewczyną.
Gdy dobiegłam na plażę ujrzałam wysokiego opalonego mężczyznę z koszulką rybacką i spodniami w kolorze khaki. Miał czarne włosy i brodę oraz zielone oczy. Jego uśmiech przypominał mi trochę wyszczerz Percy’ego. W ręce trzymał morską gumkę do włosów. Ciekawe po co mu była potrzebna gumka do włosów? Brody chyba sobie nią nie zepnie. Kiedy podeszłam do niego bliżej powiedział głosem podobnym do szumu fal:
- Witaj Annie, moja córko.
-Co? – zapytałam zniesmaczona – ty jesteś Posejdonem, Panem Mórz???
- Tak to ja – opowiedział leniwym głosem.
- Jakoś inaczej sobie ciebie wyobrażałam.
- Annie daj spokój nie mamy dużo czasu, a więc posłuchaj mnie dobrze – powiedział ściszając głos –  musisz odnaleźć chłopca z twojego snu w najbliższych dwóch dniach inaczej nic ci się nie uda, na szczęście idzie z tobą Percy, on ci pomoże i wskażę drogę  jednak, to ty musisz zwyciężyć, a tu masz dwa podarunki ode mnie.
Wyjął rękę, w której trzymał gumkę oraz jeszcze jedną rzecz, a następnie puścił rzeczy na moją dłoń. Przyjrzałam im się dokładnie. Gumka miała niewielki złoty przycisk po prawej stronie, a drugim przedmiotem była bardzo mała muszla.
- Gumka do włosów i muszla- powiedziałam sarkastycznie- wow dziękuję.
-Annie to nie są zwykłe bezużyteczne rzeczy – odpowiedział Posejdon z niesmakiem – naciśnij na przycisk w gumce i zobaczysz co to jest, a co do muszli to wystarczy ją zgnieść i wrzucić do wody, a ja zjawię się przy tobie, a teraz żegnaj Annie, spotkamy się jeszcze ale pamiętaj użyj muszli tylko w wyjątkowej sytuacji, takiej, w której ceną jest życie.
- Dziękuję… tato – powiedziałam w czasie kiedy rozsypywał się w pył – żegnaj.
Przez następne parę minut wpatrywałam się w gumkę i muszle. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie rozmawiałam z moim tatą. Przesunęłam palcem po przycisku na gumce i nacisnęłam go.  Przedmiot zaczął się robić cięższy, a do tego zmieniał kształt. Chwilę później trzymałam w ręce miecz. Miecz bardzo podobny do tego, który miał Percy, tylko mój był bardziej dziewczęcy. Na złotym ostrzu widniał znak mojego ojca czyli trójząb oraz napis „Andromeda”. Najwidoczniej tak się nazywał. Po bokach ostrze było bardzo ostre i chude, a im bliżej środka miecz robił się coraz szerszy. Wyglądał jakby dopiero co został wyciągnięty z ognia ale tez i z wody. Przyglądając się uważnie zauważyłam, że wygrawerowane są na nim czerwone płomienie gaszone przez wielką falę. Zrozumiałam o co chodziło Posejdonowi. To ja miałam być ta falą. To ja miałam zniszczyć wroga z pomocą tego miecza. Od teraz ja i Andromeda będziemy nierozłączne. Szybko dotknęłam boku ostrza, na którym widniała minimalna gumka i miecz znowu zmienił się w ów rzecz. Naciągnęłam ją na rękę, a muszlę schowałam do kieszeni spodenek, a następnie ruszyłam w stronę domku.  
Gdy weszłam do środka widać było, że Percy jest na mnie wściekły zresztą tak samo jak Nico. Jak ja potrafię wkurzyć ludzi. To chyba jedna z moich mocy. Albo cecha wrodzona. Zresztą nie wiem. No ale chłopcy siedzieli na łóżku i patrzyli na mnie spode łba kiedy opowiadałam im co stało się na plaży. Pokazałam im mój miecz, a potem kazałam spakować się na misję. Ja sama wzięłam swój plecak i ruszyłam w stronę kuchni. Najwyraźniej wyglądałam na zadowoloną z siebie, bo niektórzy obozowicze machali do mnie przyjaźnie. Dotarłszy do kuchni wzięłam parę bułek, trzy pączki i drożdżówki ale też trzy termosy z herbatą i trzy z zupą, chyba pomidorową. Dostałam też słoik ambrozji i termos nektaru. Jeszcze bardziej szczęśliwa wróciłam do domku gdzie czekali na mnie Percy i Nico z zapakowanymi plecakami. Podałam każdemu z nich jedzenie, a następnie weszłam do łazienki, aby odświeżyć się przed wędrówką. Zdjęłam ubrania i weszłam od prysznic. Ciepła woda spływała po moim ciele powodując dreszcz. Miałam ochotę siedzieć tam bez końca lecz wiedziałam, że za niedługo wyruszamy na misję. Wyszłam więc z pod prysznica i owinęłam się ręcznikiem, a następnie spojrzałam w lustro. Poczułam przenikającą wściekłość. Moje piękne długie włosy były teraz obcięte nierówno, a do tego sięgały tylko do ramion. Stwierdziłam, że muszę coś z nimi zrobić więc wyjęłam nożyczki z szafki i zaczęłam obcinać włosy.
Gdy skończyłam ujrzałam na ziemi dużą ilość włosów, machnęłam więc ręką, a woda zmyła je z podłogi. Musiałam znowu spojrzeć w lustro. Myślałam, że będę wyglądać okropnie, bo przycięłam włosy aż do początku szyi, jednak bardzo się myliłam. Takie włosy pasowały do mnie idealnie. Zobaczyłam, że przegapiłam jeden długi kosmyk włosów. Odłożyłam nożyczki i uplotłam z niego warkocz. Spięłam go gumką recepturką znajdującą się w szufladzie. Wyglądałam lepiej niż jakiś tydzień temu. Uśmiechnęłam się  do swojego odbicia, które może będę oglądać ostatni raz w życiu.
Szybko wsunęłam ubrania na siebie i wyszłam z łazienki. Percy i Nico byli pogrążeni w rozmowie lecz urwali gdy tylko mnie ujrzeli. Ciekawe dlaczego?
- O czym tak rozprawialiście? – zapytałam
-A o niczym ważnym – odpowiedział Percy- co ty taka ciekawska jesteś?
- Tak sobie – pokazałam mojemu bratu język – ej a wziął ktoś bandaż?
- Nikt.
- Czy ja mam o wszystkim myśleć?! – zapytałam oburzona.
-Oczywiście, że… TAK – stwierdził Percy.
- Ehhh chłopcy.
 Podeszłam do szafki i otworzyłam ją w nadziej, że znajdę opatrunek. Grzebałam tam chyba z dziesięć minut ale w końcu się udało! Znalazłam całkiem przyzwoite dwa kawałki bandaża. Podniosłam triumfalnie ręce do góry, a następnie zdjęłam plecak i wpakowałam do niego opatrunek. Chłopcy wstali i ruszyli w stronę drzwi, a ja poszłam za nimi. Wyszliśmy na pole. Było gorąco jednak brnęliśmy przez Obóz. Nie wiedziałam czego spodziewać się po mojej misji. Nie wiedziałam co zrobić gdy dostaniemy się do świata śmiertelników. Zaczęło ogarniać mnie uczucie bezsilności. Chciałam uciec jak najdalej jednak coś trzymało mnie i pozwalało iść dalej. Coś o co warto walczyć. Coś co zawsze chciałam mieć, a mianowicie dom i miłość. Większość obozowiczów machała nam na pożegnanie jednak ja nie zwracałam na nich uwagi, dla mnie liczyła się tylko misja.
Gdy znaleźliśmy się przy sośnie Chejron strzelił jakąś mowę pożegnalną. Mówił coś o tym, że pokłada w nas swoje nadzieję na ocalenie świata. Szczerze? Miała w dupie to co on mówił. Nawet go nie słuchałam. Chciałam wyruszyć. Jednak był jeden problem. Jak mieliśmy się dostać aż do Vegas? Moje zmartwienie rozwiał Argus czyli facet, który ma wszędzie oczy. Koński zad kazał nam wsiąść do auta, które właśnie prowadził wielooki, a potem wyjechaliśmy z Obozu Herosów z myślą, że możemy oglądać go po raz ostatni. Tak zaczęła się najniebezpieczniejsza przygoda mojego życia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz