czwartek, 3 października 2013

Rozdział VI

Ten rozdział dedykuję for meine Łoś ( ten fragment z Niciem był for you :D ) I Dramantian., która nieustannie komentuję, dziękuję Ci za to :) Mrrrauu xD





Nie miałam pojęcia, że Argus wysadzi nas na środku pustyni! Ludzie przecież ja nawet nie wiem, w którą stronę iść! A ten wielooki idiota już sobie pojechał! No więc staliśmy sobie tak na środku pustyni. Słońce prażyło jak szalone i nigdzie nie było cienia. Myślałam, że się roztopię ale Percy w końcu wpadł na genialny pomysł żeby iść w stronę Vegas. Nie miałam ochoty się z nim spierać, a zresztą wtedy ten pomysł wydawał się świetny.
No więc ruszyliśmy naprzód. Droga była mozolna i nudna. Jednak w pewnej chwili stwierdziliśmy żeby nie iść brzegiem autostrady, bo może to wyglądać trochę dziwnie i teraz szliśmy przez gorący piasek nawet nie słysząc aut.
Przez pierwsze parę godzin nic się nie działo dopóki nie zauważyliśmy, że przez piasek brnie mały, czarny pająk. Schyliłam się żeby go podnieść jednak ten mały dziad tak szybko przemknął obok mojej ręki, że nie zdążyłam go złapać. Podniosłam głowę i zobaczyłam rozczarowaną minę Percy’ego, a w następnej chwili duży i ostry kamień, który leciał w jego stronę.
- Percy!!! – krzyknęłam jednak było już za późno, chłopak dostał w tylną część głowy i upadł na ziemię nieprzytomny.
Następny kamień leciał w moją stronę. Na szczęście zdążyłam odskoczyć na bok i spojrzeć w miejsce, z którego leciały kamienie. Stał tam chłopak z mojego snu. Tylko tym razem wyglądał o wiele gorzej. Ubrania miał podarte, na ciemnej twarzy było widać brud oraz czerwoną kreskę przechodzącą przez czoło.
Chłopak rzucał kolejne kamienie, a ja i Nico odskakiwaliśmy. W końcu krzyknęłam:
- Proszę przestań, nie jesteśmy wrogami!
- Nawet mnie nie znasz – krzyknął, a w jego głosie brzmiała rozpacz – więc skąd masz wiedzieć, że jesteś moim przyjacielem… no przyjaciółką.
- Przestań rzucać to wszystko ci wytłumaczę, proszę !
- No dobrze usiądźmy.
 Po tych słowach Nico pociągnął Percy’ego po piasku i ułożył obok mnie. Uklękłam, a by obejrzeć jego ranę. Była paskudna. Krew cały czas sączyła się z niej przylepiając się do czarnych włosów chłopca. Nie mogłam dłużej się na to patrzeć więc położyłam plecak na ziemi, a następnie go otworzyłam. Wyjęłam koc, który zwinęłam w kłębek i podłożyłam mojemu bratu pod głowę. Znów spojrzałam w stronę plecaka i wyciągnęłam termos z nektarem, a następnie polałam ranę jego zawartością.
Spojrzałam w górę i zauważyłam, że Nico i chłopiec rozmawiają ze sobą. Nie chcąc im przerywać wyciągnęłam kawałek ambrozji i włożyłam Percy’emu do ust. W jakiś tajemniczy sposób połknął od razu, a po chwili zaczął kaszleć i otworzył oczy. Popatrzył się na mnie, a potem odwrócił głowę na przyjaciela i jego zdumiony wzrok znów powędrował ku mnie. Nie wiedziałam co mu powiedzieć więc uznałam, że to czas na rozmowę z Carterem.
- Dlaczego nas zaatakowałeś?
- No wiesz myślałem, że jesteście od tej wrednej pajęczycy – odpowiedział chłopak – a tak ogólnie to jestem Carter Kane.
- Annie Sterk – powiedziałam, a potem wskazałam na Nico –  jak pewnie już wiesz jest to Nico di Angelo, a ten, który oberwał od Twojego kamienia to Percy Jackson mój przyrodni brat.
- Przepraszam ale ten pająk…
- Wiem porwał twoją siostrę – wypaliłam – znaczy mi się to śniło.
- Czekaj, czekaj tak w ogóle to kim ty jesteś?
-Czemu mamy się spowiadać facetowi, który chciał nas zabić ? – zapytał ledwo słyszalnym głosem mój brat.
- Może dlatego, że jesteście do mnie podobni i założę się, że macie coś wspólnego z bogami.
- Tak mamy, a mianowicie jesteśmy ich dziećmi – powiedział sarkastycznym głosem Nico – zadowolony?
- Coo? – Cartera kompletnie zatkało – jak ich dziećmi przecież Horus, Izyda…
- Chłopie ja jestem córką Posejdona, a nie jakiegoś tam Horusa!
- Tak ,a ja jestem faraonem – skwitował ciemnoskóry.
- Ej! – krzyknął Percy – ona mówi prawdę, a radzę ci jej nie obrażać.
-Bo co ? – wywrzeszczał Carter – Co mi zrobisz?
- On na razie nic, ale ja mogę – powiedział spokojnie Nico, a przy tym wstał i uniósł ręce – syn Hadesa do usług.
No i wszystko poszło nie jak po mojej myśli. Carter wstał i wyjął swój zakrzywiony miecz, Nico wezwał dwójkę szkieletów, które zaatakowały ciemnoskórego, a ja wstałam i delikatnie odłożyłam głowę mojego brata na koc. Próbował wstać ale za każdym razem mu się nie udawało. Szkoda mi go było, że ominie go zabawa ale niestety coś za coś. Skoczyłam w wir walki z morską gumką do włosów w ręce. Chwilę później w mojej ręce pojawił się miecz. Nie wiem jak to zrobiłam ale udało mi się uniknąć ciosu Cartera, który został wykierowany nie we mnie ale w szkielet, który rozwaliłam.
Chwilę później Nico klęczał na piasku i sapał z wysiłku, a ja stałam oko w oko ze wściekłym chłopcem w lnianym ubraniu. Musiało to wyglądać troszkę dziwnie ale nie przejmowałam się tym tylko puściłam miecz i zawołałam:
- Proszę nie kłóćmy się, bo i tak nic to nie pomorze.
- Masz rację – powiedział, a po namyśle dodał – idę szukać siostry – powiedział i pobiegł w pustynie.
Chciałam krzyknąć za chłopcem ale czułam, że jeszcze nieraz go zobaczę. Podeszłam więc do Percy’ego i dałam mu następną porcję ambrozji po czym kazałam mu spać i powiedziałam, że obejmę pierwsza wartę. Syn Posejdona zamknął oczy i odpłynął w nicość, a ja powlokłam się w stronę gdzie nadal klęczał Nico. Usiadłam obok niego i popatrzyłam się w jego ciemne oczy. Były piękne. Odbijało się w nich zachodzące słońce ale widać było również zmęczenie. Nie mogłam wytrzymać nacisku jego spojrzenia więc odwróciłam wzrok i pomogłam mu podnieść się z klęczek. Chłopak usiadł z wielkim wysiłkiem i patrzył się na swoje nogi. Zrobiłam to samo. Oglądałam swoje stare Conwersy już po raz setny. Nie pytajcie się mnie skąd mam te buty skoro byłam w sierocińcu, bo sama nie wiem w jaki sposób je mam. Po prostu kiedyś rano obudziłam się, a koło mojego łóżka stały te buty wraz ze spodniami, bluzką i śliczną apaszką w kotki.
Dość rozmyślań o swojej przeszłości! Muszę zając się przyszłością, a dokładnie moją misją. Zastanawiałam się dlaczego akurat ja? Dlaczego nie Percy? Przecież to on jest tym silnym, umiejącym dobrze walczyć herosem. Pewnie kiedyś dokonał wielkich rzeczy, bo w Obozie dużo ludzi darzyło go szacunkiem.
Spojrzałam na Nica, który nadal siedział koło mnie. Po jego policzku zlewały się łzy. Nie mogłam wytrzymać tego, że on cierpi. Dotknęłam jego wyjątkowo zimnej ręki. Przeszył mnie dreszcz. Chłopak popatrzył na mnie swoimi ciemnymi, smutnymi oczami. Cholera w moich oczach też pojawiły się łzy. Nawet nie wiem dlaczego! No ale ok polały się łzy i nawet mi to przeszkadzało co było dziwne, bo ja nienawidzę beczeć. Dla mnie to jest ujma w honorze, a tu taki ryk przy Nico nawet nie robił na mnie wrażenia. No ale wróćmy do mnie i syna Hadesa. Patrzyliśmy sobie w oczy przez dobre 5 minut. No i nadszedł wiekopomny moment kiedy nachyliłam się ku niemu i go pocałowałam, on odwzajemnił pocałunek. Chciałam aby ta chwila trwała jak najdłużej. Jakie to romantyczne! Pocałunek przy zachodzie słońca na pustyni, a do tego obie osoby ryczą.  Skupmy się na ustach Nica. O mamo jakie one były miękkie i  delikatne! To był wspaniały pocałunek ale stanowczo za krótki.
Kiedy Nico odsunął się ode mnie chciałam pocałować go jeszcze raz i następny, i kolejny, i tak w nieskończoność ale mieliśmy gapia. Dokładnie był to Percy. Oczywiście miałam ochotę go udusić za to. Udało mi się jakoś powstrzymać żądze mordu więc wstałam i podeszłam do swojego wkurzającego brata. Kurde czemu akurat teraz musiał się obudzić? Przecież nie minęło chyba aż tyle czasu.  Dobra nie rozprawiam się nad tym po prostu obudził się, bo… Dlaczego miał taką przerażoną minę? Pewnie miał jakiś koszmar.
- Percy co się stało? –spytałam nadal wściekła
- Przepraszam, że wam przerwałem…
- Nie chłopie, nic się nie stało – powiedział Nico – co ci się śniło?
- Kurde, a skąd ty wiesz, że coś mi się śniło ? – zapytał Percy ale nie czekał na odpowiedź tylko zaczął opowiadać- no więc tak: Stałem sobie na środku łąki, a wokół mnie było pełno pająków. Próbowałem uciekać ale nic nie wyszło więc stanąłem w miejscu no i sceneria się zmieniła. Znalazłem się w ciemnym pomieszczeniu z zakratowanymi oknami. No łóżku siedziała dziewczyna w lnianym ubraniu i cicho płakała. No, a na koniec gonił mnie ogromny pająk.
- Czyli nie mamy pojęcia o co chodzi prawda ? – zapytałam
- Na to wygląda – odpowiedział mój brat.
- Percy chłopie odpocznij, bo wyglądasz jak śmierć, a wierz mi wiem coś o tym – powiedział Nico.
-Ale…
-Żadnego ale my sobie jakoś poradzimy – zakomenderowałam
- „My”? – zapytał Nico – raczej ja, a ty idziesz spać, bo nie wyglądasz lepiej od swojego brata – na widok mojej ponurej miny dodał – no już raz dwa!
Posłusznie poszłam w stronę mojego plecak, wyciągnęłam śpiwór i rozłożyłam go.  Spojrzałam jeszcze na syna Hadesa, który siedział już tyłem do mnie i patrzył się na ledwo widoczne już słońce. Ciekawe czy myśli o naszym pocałunku.
Położyłam się w śpiworze i odpłynęłam.

Rozdział V

   Siedziałam wściekła i bezsilna. Poczułam tak dobrze już znaną mi beznadziejność. Dlaczego w ogóle ja coś takiego zrobiłam? Przecież mogłam puścić płazem tej dziewczynie. Zresztą pomogła mi, bo w misji pewnie tak długie włosy mogły przeszkadzać. Dobra źle zrobiłam wiem ale nie czuję wstydu. No znaczy jednak troszkę czuję. No, bo Percy jednym machnięciem ręką potrafił zapanować nam wodą, a ja musiałam być wściekła żeby coś takiego zrobić.

Nagle drzwi do domku się otworzyły, a w nich pojawił się Percy. Uśmiechał się głupkowato do mnie jakby myślał, że coś to pomoże. Podszedł do mnie i podał mi talerz ze śniadaniem.
- Pewnie będziesz mi prawić kazanie co to ja zrobiłam bla bla bla – powiedziałam – ale wiedz, że ja mam gdzieś to co myślą o mnie inni.
- Annie spokojnie zaraz wyruszamy na misję więc lepiej się spakuj – powiedział i wstał, a z jego kieszeni wypadł długopis.
- A co to – poniosłam narzędzie do pisania i odetkałam je, a w mojej ręce pojawił się spiżowy miecz – och!
- Zapomniałem o tym, że potrzebujesz miecza!
- Percy, a ten jest twój? – zapytałam – idealny …
- Tak jest mój – wyrwał mi miecz z ręki – znając życie żaden nie będzie leżał ci w rękach tak dobrze jak ten.
- No to porozmawiaj z Tysonem – zaproponował Nico – dla nowej siostry pewnie zrobi.
- Tak chłopie tylko jest jeden problem w Obozie nie ma Tysona.
- Percy czy ty udajesz idiotę czy naprawdę taki jesteś? – syn Hadesa przewrócił oczami – a iryfon to co głupku?
- Co to jest irycośtam ? – przerwałam.
-Iryfon Annie I-R-Y-F-O-N – powiedział Percy – wrzucasz drachmę do tęczy i mówisz z kim chcesz porozmawiać i bogini Iris łączy nas z tą osobą.
- Okej, a Tyson to kto?
- Nasz brat i on jest yyy cyklopem.
-Super mam brata cyklopa!
- Annie ja też się na początku nie cieszyłem ale on jest naprawdę fajny ,a zresztą on pracuje w kuźni Posejdona więc może zrobić Ci coś podobnego jak mój miecz.
Nie czekając na moją odpowiedź Percy podszedł do źródełka i wpuścił promienie słoneczne tak aby padały na wodę. Niemal natychmiast pojawiła się niewielka tęcza. Chłopak wrzucił drachmę. Nagle poczułam, że muszę wyjść z domku, że na plaży ktoś na mnie czeka. Ruszyłam więc przed siebie omijając mojego brata oraz Nica dalej stojącego koło drzwi. Biegłam jak najszybciej mogłam, a z tyłu dochodziły krzyki chłopców. Ja jednak nie przejmowałam się nimi. Ktoś ważny czekał na plaży to już wiedziałam ale kto to był? Może to jakaś pułapka? A co mi tam i tak jestem tylko zwykłą… no już nie zwykłą no ale i tak dziewczyną.
Gdy dobiegłam na plażę ujrzałam wysokiego opalonego mężczyznę z koszulką rybacką i spodniami w kolorze khaki. Miał czarne włosy i brodę oraz zielone oczy. Jego uśmiech przypominał mi trochę wyszczerz Percy’ego. W ręce trzymał morską gumkę do włosów. Ciekawe po co mu była potrzebna gumka do włosów? Brody chyba sobie nią nie zepnie. Kiedy podeszłam do niego bliżej powiedział głosem podobnym do szumu fal:
- Witaj Annie, moja córko.
-Co? – zapytałam zniesmaczona – ty jesteś Posejdonem, Panem Mórz???
- Tak to ja – opowiedział leniwym głosem.
- Jakoś inaczej sobie ciebie wyobrażałam.
- Annie daj spokój nie mamy dużo czasu, a więc posłuchaj mnie dobrze – powiedział ściszając głos –  musisz odnaleźć chłopca z twojego snu w najbliższych dwóch dniach inaczej nic ci się nie uda, na szczęście idzie z tobą Percy, on ci pomoże i wskażę drogę  jednak, to ty musisz zwyciężyć, a tu masz dwa podarunki ode mnie.
Wyjął rękę, w której trzymał gumkę oraz jeszcze jedną rzecz, a następnie puścił rzeczy na moją dłoń. Przyjrzałam im się dokładnie. Gumka miała niewielki złoty przycisk po prawej stronie, a drugim przedmiotem była bardzo mała muszla.
- Gumka do włosów i muszla- powiedziałam sarkastycznie- wow dziękuję.
-Annie to nie są zwykłe bezużyteczne rzeczy – odpowiedział Posejdon z niesmakiem – naciśnij na przycisk w gumce i zobaczysz co to jest, a co do muszli to wystarczy ją zgnieść i wrzucić do wody, a ja zjawię się przy tobie, a teraz żegnaj Annie, spotkamy się jeszcze ale pamiętaj użyj muszli tylko w wyjątkowej sytuacji, takiej, w której ceną jest życie.
- Dziękuję… tato – powiedziałam w czasie kiedy rozsypywał się w pył – żegnaj.
Przez następne parę minut wpatrywałam się w gumkę i muszle. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie rozmawiałam z moim tatą. Przesunęłam palcem po przycisku na gumce i nacisnęłam go.  Przedmiot zaczął się robić cięższy, a do tego zmieniał kształt. Chwilę później trzymałam w ręce miecz. Miecz bardzo podobny do tego, który miał Percy, tylko mój był bardziej dziewczęcy. Na złotym ostrzu widniał znak mojego ojca czyli trójząb oraz napis „Andromeda”. Najwidoczniej tak się nazywał. Po bokach ostrze było bardzo ostre i chude, a im bliżej środka miecz robił się coraz szerszy. Wyglądał jakby dopiero co został wyciągnięty z ognia ale tez i z wody. Przyglądając się uważnie zauważyłam, że wygrawerowane są na nim czerwone płomienie gaszone przez wielką falę. Zrozumiałam o co chodziło Posejdonowi. To ja miałam być ta falą. To ja miałam zniszczyć wroga z pomocą tego miecza. Od teraz ja i Andromeda będziemy nierozłączne. Szybko dotknęłam boku ostrza, na którym widniała minimalna gumka i miecz znowu zmienił się w ów rzecz. Naciągnęłam ją na rękę, a muszlę schowałam do kieszeni spodenek, a następnie ruszyłam w stronę domku.  
Gdy weszłam do środka widać było, że Percy jest na mnie wściekły zresztą tak samo jak Nico. Jak ja potrafię wkurzyć ludzi. To chyba jedna z moich mocy. Albo cecha wrodzona. Zresztą nie wiem. No ale chłopcy siedzieli na łóżku i patrzyli na mnie spode łba kiedy opowiadałam im co stało się na plaży. Pokazałam im mój miecz, a potem kazałam spakować się na misję. Ja sama wzięłam swój plecak i ruszyłam w stronę kuchni. Najwyraźniej wyglądałam na zadowoloną z siebie, bo niektórzy obozowicze machali do mnie przyjaźnie. Dotarłszy do kuchni wzięłam parę bułek, trzy pączki i drożdżówki ale też trzy termosy z herbatą i trzy z zupą, chyba pomidorową. Dostałam też słoik ambrozji i termos nektaru. Jeszcze bardziej szczęśliwa wróciłam do domku gdzie czekali na mnie Percy i Nico z zapakowanymi plecakami. Podałam każdemu z nich jedzenie, a następnie weszłam do łazienki, aby odświeżyć się przed wędrówką. Zdjęłam ubrania i weszłam od prysznic. Ciepła woda spływała po moim ciele powodując dreszcz. Miałam ochotę siedzieć tam bez końca lecz wiedziałam, że za niedługo wyruszamy na misję. Wyszłam więc z pod prysznica i owinęłam się ręcznikiem, a następnie spojrzałam w lustro. Poczułam przenikającą wściekłość. Moje piękne długie włosy były teraz obcięte nierówno, a do tego sięgały tylko do ramion. Stwierdziłam, że muszę coś z nimi zrobić więc wyjęłam nożyczki z szafki i zaczęłam obcinać włosy.
Gdy skończyłam ujrzałam na ziemi dużą ilość włosów, machnęłam więc ręką, a woda zmyła je z podłogi. Musiałam znowu spojrzeć w lustro. Myślałam, że będę wyglądać okropnie, bo przycięłam włosy aż do początku szyi, jednak bardzo się myliłam. Takie włosy pasowały do mnie idealnie. Zobaczyłam, że przegapiłam jeden długi kosmyk włosów. Odłożyłam nożyczki i uplotłam z niego warkocz. Spięłam go gumką recepturką znajdującą się w szufladzie. Wyglądałam lepiej niż jakiś tydzień temu. Uśmiechnęłam się  do swojego odbicia, które może będę oglądać ostatni raz w życiu.
Szybko wsunęłam ubrania na siebie i wyszłam z łazienki. Percy i Nico byli pogrążeni w rozmowie lecz urwali gdy tylko mnie ujrzeli. Ciekawe dlaczego?
- O czym tak rozprawialiście? – zapytałam
-A o niczym ważnym – odpowiedział Percy- co ty taka ciekawska jesteś?
- Tak sobie – pokazałam mojemu bratu język – ej a wziął ktoś bandaż?
- Nikt.
- Czy ja mam o wszystkim myśleć?! – zapytałam oburzona.
-Oczywiście, że… TAK – stwierdził Percy.
- Ehhh chłopcy.
 Podeszłam do szafki i otworzyłam ją w nadziej, że znajdę opatrunek. Grzebałam tam chyba z dziesięć minut ale w końcu się udało! Znalazłam całkiem przyzwoite dwa kawałki bandaża. Podniosłam triumfalnie ręce do góry, a następnie zdjęłam plecak i wpakowałam do niego opatrunek. Chłopcy wstali i ruszyli w stronę drzwi, a ja poszłam za nimi. Wyszliśmy na pole. Było gorąco jednak brnęliśmy przez Obóz. Nie wiedziałam czego spodziewać się po mojej misji. Nie wiedziałam co zrobić gdy dostaniemy się do świata śmiertelników. Zaczęło ogarniać mnie uczucie bezsilności. Chciałam uciec jak najdalej jednak coś trzymało mnie i pozwalało iść dalej. Coś o co warto walczyć. Coś co zawsze chciałam mieć, a mianowicie dom i miłość. Większość obozowiczów machała nam na pożegnanie jednak ja nie zwracałam na nich uwagi, dla mnie liczyła się tylko misja.
Gdy znaleźliśmy się przy sośnie Chejron strzelił jakąś mowę pożegnalną. Mówił coś o tym, że pokłada w nas swoje nadzieję na ocalenie świata. Szczerze? Miała w dupie to co on mówił. Nawet go nie słuchałam. Chciałam wyruszyć. Jednak był jeden problem. Jak mieliśmy się dostać aż do Vegas? Moje zmartwienie rozwiał Argus czyli facet, który ma wszędzie oczy. Koński zad kazał nam wsiąść do auta, które właśnie prowadził wielooki, a potem wyjechaliśmy z Obozu Herosów z myślą, że możemy oglądać go po raz ostatni. Tak zaczęła się najniebezpieczniejsza przygoda mojego życia. 

Rozdział IV

Oczywiście w nocy miałam koszmary. Śniło mi się, że stoję na pustyni. Przede mną była dwójka młodych ludzi, którzy kłócili się o coś. Podeszłam bliżej. Chłopak był w moim wieku, jego ciemne włosy były rozczochrane  i idealnie wtapiały się w ciemna skórę. Nosił dziwne lniane ubrania i torbę na narzędzia u boku, a do tego był umięśniony… jednym słowem wielkie ciacho!
Dziewczyna za to była jasnej karnacji, widać, że jest młodsza od chłopaka przynajmniej o dwa lata, chociaż prawie dorównywała mu wzrostem. W jasnych włosach widniał niebieski kosmyk. Też miała na sobie to dziwne lniane ubranie. Ciekawe po co im to było?
- Sadie proszę cię uciekaj – powiedział błagalnie chłopak
- Carter posłuchaj – odparła ze zdecydowaniem dziewczyna – nie opuszczę cię w końcu rodzeństwo musi trzymać się razem.
Zatkało mnie. Oni niby mieli być rodzeństwem? Przecież byli do siebie tacy niepodobni. To jest niemożliwe.
Niestety dalszy ciąg rozmowy przerwał szelest piasku. Odwróciłam się i zobaczyłam armię pająków. Nie żartuję! Przynajmniej dwieście małych pająków szło w stronę rodzeństwa, a nad nimi widniała wielka „mama” pająk. Był to przerażający widok. Chciałam uciekać, lecz jak to jest często w snach, nie mogłam się poruszyć. Odwróciłam wzrok na młodzieńców w lnianych ubraniach i mnie po raz drugi zatkało.  Dziewczyna trzymała w ręce jakiś patyk, który przypominał różdżkę, a chłopak dziwnie wykrzywiony miecz. Sadie powiedziała coś w nieznanym mi języku. Nagle przed nią pojawiły się złote hieroglify, a pająki, który były już u moich stóp odleciały do tyłu. Nie powiem, że zatkało mnie po raz trzeci no ale zaskoczyło. Dobra wracając do snu. Pająki były niebezpiecznie blisko dziewczyny, która nie dała rady tak szybko „odpychać” pająków. Carter starał się jak mógł ale stworów było zbyt wiele. Rodzeństwo zaczęło uciekać lecz przed ich oczami pojawiły się nowe pająki. W ich oczach rysowało się przerażenie. Nagle pająki chwyciły dziewczynę, a Cartera obeszły i ruszyły w stronę swojej „mamy”. Chłopak próbował uwolnić siostrę ale upadł niefortunnie na piasek i uderzył głową w kamień i niestety stracił przytomność. Chciałam do niego pobiec, pomóc mu ale czułam, że coraz bardziej oddalam się od tej pustyni.
Obudziłam się z krzykiem. Popatrzyłam w stronę Percy’ego, który poruszył się gwałtownie na łóżku i otworzył oczy. Spojrzał na mnie i zobaczyłam w jego oczach niepokój. Chciałam mu coś powiedzieć, otworzyłam usta lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Mój brat wstał i podszedł do mnie. Dotknął mego czoła i pokręcił głową.
- Jesteś cała rozpalona – powiedział z niepokojem – koszmarek co?
W odpowiedzi pokiwałam głową. Wciąż nie wiedziałam czy dam radę wydusić z siebie chociaż słowa, a może to dlatego, że tak głośno krzyknęłam. Zresztą nieważne. Percy siadł na moim łóżku i chwycił mnie za rękę. Jego dłonie były zimne, wręcz kojące. Uspokoiłam się nieco i wychrypiałam.
- Dzięki.
Chłopak wstał i podszedł do najbliższej szafki, niestety puścił moją rękę i zrobiło mi się strasznie gorąco. Jednak jego dłoń trochę uśmierzyła gorączkę. Gdy wrócił do mojego łóżka.  Usiadł ponownie i jedną rękę położył na moim czole, a drugą podał mi coś w rodzaju malutkiego plastra miodu. Wsunął mi to do ust, a ja posłusznie zjadłam. Na szczęście gorączka spadła natychmiastowo. Jednak poczułam kłujący ból w gardle. Miałam nadzieję, że to cudowne lekarstwo uśmierzy go jak gorączkę lecz nic takiego się nie stało. Percy zdjął rękę z mojego czoła i podszedł do okna. Teraz zauważyłam, że jest całkiem jasno. Pewnie dochodziła ósma. Postanowiłam wstać. Dla bezpieczeństwa najpierw podparłam się na łokciach, potem usiadłam na łóżku, a dopiero potem wstałam. Jak najszybciej podeszłam do szafy z ubraniami i wzięłam niebieskie, krótkie  spodenki oraz pomarańczową koszulkę z napisem „Obóz Herosów”. Weszłam do łazienki po Percym, który przebrał się w fioletowe Hawajki i pomarańczową koszulkę. Pachniało od niego miętową pastą do zębów. Miły zapach, ale wolę morza. Weszłam pośpiesznie do łazienki. Gdy popatrzyłam w lustro zamurowało mnie. Patrzyła na mnie blada, czarnowłosa dziewczyna z dużymi zielonymi oczami. Długie sięgające do pasa włosy były lekko potargane. Najważniejsze było to, że znikły mi cienie pod oczami! W końcu! Jak najszybciej przebrałam się, a potem spokojnie zaczęłam czesać włosy, następnie zaplotłam je w mocny warkocz i odrzuciłam je do tyłu. Spojrzałam na siebie jeszcze raz i zrozumiałam, że Obóz dodaje mi pełni życia. Dzięki niemu jestem promienna i wyglądam nawet trochę ładniej. Znaczy ogólnie to jakoś piękna nie jestem ale  za duża koszulka idealnie kontrastowała się z niebieskimi spodenkami. Wyglądałam po prostu lepiej. Umyłam jeszcze zęby i wyszłam z łazienki. Ku mojemu zdziwieniu Percy’ego nie było. Znając życie poszedł do Annabeth. Dobra nie zajmujmy się moim bratem. Podeszłam do pułki i zdjęłam z niej mój naszyjnik. Założyłam go na koszulę. Tak jak się spodziewałam wyglądał ślicznie. Poskładałam więc pościel na łóżku i wyszłam z domku.
Na polu było fajnie ciepło. Obozowicze zbierali się w najróżniejszych miejscach jednak ja postanowiłam pójść prosto do Wielkiego Domu. Ruszyłam więc przed siebie. Wiele herosów przyglądało mi się uważnie. Odkąd to ja taka sławna jestem? Ehh nie obchodzi mnie to. Widziałam parę dziewcząt, które patrzyły tęsknie na mój warkocz. Nie dziwię im się w końcu był bardzo długi. Stwierdziłam jednak, że nie będą zaprzątać sobie nim głowy, bo są ważniejsze sprawy niż mój warkocz.
Po drodze spotkałam Nica, który stał oparty o drzewo.
- Hej Nico idę do Chejrona w sprawie … no wiesz przepowiedni.
- Cześć Ann – powiedział dość ponuro – i pewnie chcesz żebym poszedł z tobą?
- Trafiłeś w dziesiątkę! – ściszyłam głos – miałam iść z Percym ale gdzieś poszedł.
- Biedna nie może liczyć na braciszka – Nico uśmiechnął się pierwszy raz tego poranka – chodź pójdziemy razem.
- Dzięki – odpowiedziałam z wdzięcznością w głosie.
Po tych słowach chłopak ruszył w stronę Wielkiego Domu, a ja za nim. Przez cała drogę nie rozmawialiśmy. Zresztą nie miałam jakoś na to ochoty. Myśl o rozmawianiu o mnie z Chejronem była przerażająca.
W Wielkim Domu panował spokój. Nawet koński zad siedział, tak siedział na wózku inwalidzkim. Oczywiście patrzył się na mnie z wielkim zaciekawieniem. Wkurzało mnie to już. Dlaczego oni wszyscy tak się gapili? Przecież nie jestem ufoludkiem!
- Zakładam, że przyszłaś porozmawiać o przepowiedni.
- Tak Chejronie, ale najpierw muszę opowiedzieć ci o czymś co mi się wydaje  istotne…
Tak wiec odpowiedział mu mój sen. Koński zad jak to on patrzył na mnie z zaciekawieniem. Gdy skończyłam na chwilę panowała cisza, którą przerwało pukanie do drzwi. Chejron krzyknął „proszę” i do pokoju wszedł Percy. Popatrzył na mnie przepraszająco i stanął obok Nica. Wyglądaliśmy jak grupa przyjaciół, która zrobi dla siebie wszystko.
- Annie pamiętasz jak dokładnie wyglądała ta pustynia – spytał koński zad.
-Eee… pamiętam tyle, że gdzieś z tyłu było wielkie, świecące miasto – powiedziałam niepewnie
- To miasto to będzie Las Vegas! Jestem tego pewien – wypalił Percy.
- Też tak myślałem – powiedział Chejron i zwrócił się do mnie – musisz się tam udać i odszukać tego chłopca.
- Sama? – zapytałam niepewnie
- Oczywiście, że nie, możesz wybrać sobie dwóch towarzyszy.
- Percy i Nico! – niemal krzyknęłam – znaczy chciałabym aby na ta misję wyruszyli ze mną Percy i Nico.
- Oczywiście – powiedział koński zad z uśmiechem – normalnie to teraz wysłałbym cię do wyroczni ale ona wczoraj sama do ciebie przyszła.
- Właśnie czy mogłabym się zapytać o co w niej chodzi?
- Na pewno musisz wyruszyć na misje i znaleźć jakiegoś bożka – powiedział Percy – Chejronie nigdy nie słyszałem o bożku.
- Ja też – przyznał dotąd milczący Nico
- Herosi powiem wam tyle co wiem – odparł koński zad – jest to jakoś  powiązane z Egiptem.
- Egiptem??? – zapytaliśmy wszyscy jednocześnie
- Owszem… niestety wiem tylko tyle – zapewnił Chejron  - a teraz idziemy na śniadanie, potem wyruszycie na misję.
Po tych słowach ja Percy i Nico wyszliśmy z Wielkiego Domu i skierowaliśmy się w stronę stołów. Przez całą drogę nie rozmawialiśmy. Jakoś nie było nam do śmiechu. Jednak na widok Annabeth, Percy się rozpromienił i podszedł do niej. Odwróciłam wzrok na Nica i uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił mi tym samym.
 Z następnych zdarzeń pamiętam tylko tyle, że usłyszałam szelest włosów, które ktoś przecina, a potem poczułam jak warkocz się rozplata. Obróciłam się w nagłym napadzie gniewu i zobaczyłam dziewczynę, brunetkę, z dużą kępką moich włosów. Jak mogła coś takiego zrobić? Przecież ja jej nawet nie znałam. Poczułam znajomy już skurcz w żołądku i podniosłam ręce. Woda wystrzeliła ze wszystkich możliwych zbiorników i znalazła się tuż nad moją głową. Patrzyłam się nienawistnie na dziewczynę, która odebrała mi cząstkę mnie. Zapuszczałam te włosy odkąd pamiętam, a ona w jednej chwili je ścięła. Już miała rzucić w nią wodą jednak ktoś chwycił mnie za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam Percy’ego. Niestety moja lewa ręka powędrowała w jego stronę, a połowa wody za nią. Chłopak jednym ruchem ręki zatrzymał wodę.  Byłam tak wściekła, że przesunęłam prawa rękę do przodu  i wodą z impetem poleciała w stronę dziewczyny. Percy znów ją zatrzymał i zwrócił się do mnie:
- Ann idź do domku, a ja przyniosę ci coś do jedzenia.
- Ale… - nie dokończyłam gdyż Nico chwycił mnie za rękę i pociągnął.
Tak jak się spodziewam chłopak zaprowadził mnie do mojego łóżka nie puszczając moją rękę. Tak szczerze to trochę, albo nawet więcej niż trochę, bolało. Gdy odstawił mnie przy łóżku poszedł do drzwi i zatrzymał się tam jakby nie chciał mnie wypuścić z pokoju. Usiadłam więc wściekła i czekałam aż przyjdzie Percy.  

Rozdział III

Przerzut na pierwszą osobę :3 

 
W Wielkim Domu było bardzo dużo miejsca. Annabeth i Nico zaprowadzili mnie do pokoju gdzie na jednej ze ścian wisiała głowa lamparta, która warczała na ludzi, a żeby było mało za biurkiem siedział dorosły mężczyzna z końskim zadem. Miał brązowe włosy i brodę tylko jego „końska” część była biała. Gdy zobaczył, że stoimy w jego pokoju, spojrzał na mnie , a potem jego spojrzenie padło moją  „straż”.
- Chejronie  pewnie doszły do ciebie informacje o Percym – zaczęła cicho Annabeth – chciałabym Ci przedstawić Annie Sterk… ona wie co się stało – dziewczyna spojrzała na mnie wyczekująco.
- Eee... no to kiedy…
Zaczęłam swoją opowieść od chwili medytacji, a skończyłam na przybyciu przyjaciółki Percy’ego. Postanowiłam pominąć moment, w którym pocałowałam chłopaka.  Wszyscy patrzyli na mnie  z wielkim zaciekawieniem, a najgorszy był ten Chejron. Świdrował  spojrzeniem tak długo, że aż zarumieniłam się  i spuściłam wzrok. Przez resztę opowieści wpatrywałam się w podłogę. Gdy skończyłam spojrzałam niepewnie na Annabeth, a ta zaczęła mówić od momentu kiedy uderzyła w głowę taryfiarza. Facet z końskim zadkiem nie krył oburzenia gdy tylko blondynka opowiedziała o tym zdarzeniu.
- Jak mogłaś uderzyć śmiertelnika? – spytał.
- Chejronie mamy ważniejsze sprawy na głowie niż śmiertelnicy! – krzyknęła Annabeth.
- Gdy tylko Percy’emu się polepszy to zapytamy się go o szczegóły, ale na razie chodźmy na kolację. 
Annabeth z oburzeniem wybiegła z pokoju, widać było, że ledwo powstrzymuję łzy. Współczułam jej z całego serca ale wiedziałam też, że nie warto przeciwstawiać się facetowi z końskim zadem. Poszłam więc posłusznie za Niciem. Chciałam do niego coś powiedzieć lecz chłopak był taki ponury, że aż odstraszał ludzi. Chejron ruszył za nami, co chwilę mamrocząc coś pod nosem. Ten cały Obóz Herosów był dziwny. W ogóle o co w tym chodzi??? Tak, a do tego opiekunem jest facet z końskim zadem. Czy to jest normalne??? No raczej nie, a do tego osoba, która miała mi wszystko wytłumaczyć leży nieprzytomna.
W końcu zdobyłam się na odwagę i otworzyłam usta żeby zagadać do Nica ale ten zniknął, a ja stałam w koło wielkiego ogniska, otoczonego stołami. Nie wiem dlaczego ale wszyscy gapili się na mnie, nawet ten Chejron. Jestem aż tak bardzo interesująca?
Nagle zobaczyłam niebieską łunę nad moją głową. Czekaj niebieską? Jak najszybciej podbiegłam do najbliższego zbiornika wody i popatrzyłam na swoje odbicie. Zatkało mnie. Nad moją głową widniał niebieski trójząb.  Ok. już wiem dlaczego ludzie się na mnie gapili, ale co to miało znaczyć? Jakby w odpowiedzi gdy podniosłam rękę woda ze zbiornika skoczyła do góry i uformowała się w kulkę wokół mojej zaciśniętej pięści. O nie tego już było za wiele! O co tutaj kurde chodziło??? Ktoś może robi sobie ze mnie żarty i po prostu ten cały trójząb wisi na jakiejś żyłce. Sięgnęłam więc  ręką do góry w tej chwili gdy to coś nad moją głowa zgasło. Nie no to było dziwne. Opuściłam rękę i poczułam skurcz w żołądku. Cała woda ze zbiornika znalazła się koło moich nóg. Powoli podniosłam rękę, a woda powędrowała wyżej. Uniosłam rękę nad zbiornikiem, a potem rozluźniłam rękę. Woda opadła z powrotem do beczki. Niepewnie podniosłam jeszcze raz rękę ale nic się nie wydarzyło. Uniosłam więc wzrok. Wszyscy obozowicze nadal się na mnie patrzyli. Przez dłuższą chwilę patrzyłam się na ich twarze pełne podziwu, przerażenia i zdziwienia. Nagle usłyszałam za sobą głos Chejrona:
- Herosi! Poznajcie Annie Sterk córkę Posejdona!
 Stanęłam jak wyryta. Czy ten koński zad właśnie powiedział, że jestem córką Posejdona? Przecież to jest niemożliwe! Kurde jeszcze mi zaczną wmawiać, że bogowie olimpijscy istnieją! To nie jest prawda, nie mogę być córką Pana Mórz. Jestem tylko sierotą, której nikt nie lubi. Chwila, chwila. Co powiedział mi Percy jak się spotkaliśmy? O tak „cześć siostrzyczko”. Czyli co on też jest dzieckiem Posejdona?  A ten spiżowy wilk? Pewnie zaatakował nas dlatego, bo jesteśmy dziećmi Pana Mórz. Jak przed chwilą Chejron powiedział do ludzi? Tak herosi. Czyli co, ze ja niby herosem jestem? Ciekawe, ciekawe.
Z zamyślenia wyrwał mnie koński zad, który powiedział żebym poszła usiąść do stolika Posejdona i wskazał mi pusty stół.  Niepewnie podeszłam do niego i zaczęłam jeść posiłek. Nie byłam głodna lecz musiałam coś zjeść aby uzupełnić coraz bardziej odczuwalną pustkę w moim brzuchu. Myślałam o tym co się dzisiaj zdarzyło.  Nagle wszyscy zaczęli wstawać z talerzem w ręce. Co było dziwne na talerzu było jedzenie.  Musiałam się bardzo dziwnie gapić, bo podszedł do mnie Nico i powiedział:
- Co wieczór bierzemy na talerze trochę jedzenia i wrzucamy je do ognia ku czci naszym boskim rodzicom… lepiej też tak zrób.
- Dzięki Nico – powiedziałam niepewnie i spojrzałam w te jego ciemne oczy, zastanawiałam jaki bóg jest jego ojcem – jesteś synem… Hadesa! Prawda?
- Zgadza się – powiedział Nico z wyraźnym uśmiechem na twarzy –  a teraz idź wrzucić jakieś jedzenie do ognia dla swojego ojczulka.
 Roześmiałam się. Miły jest ten Nico jednak nie w moim stylu. Nabrałam na talerz jajecznicę i troszkę bekonu. Kiedy chciałam wstać usłyszałam za sobą znany mi głos:
- Posejdon woli kiełbasę.
- Percy! – krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję, a on tylko roześmiał się – jak się czujesz?
-Annie spokojnie, bo mnie udusisz! – gdy wyswobodził się od mojego uścisku wyrwał mi z ręki talerz i zaczął jeść – ymm… spokojnie nic mi nie jest.
- Wiesz jak Annabeth się o ciebie martwiła? – wypaliłam, a potem od razu pożałowałam tego.
- Tak wiem ona zawsze się o mnie martwi jakby jej na mnie zależało! – uśmiechnął się szeroko i podał mi talerz z kiełbasą – weź go i gdy będziesz wrzucać jedzenie do ognia pomyśl za co dziękujesz naszemu tatusiowi.
Po tych słowach chłopak popchnął mnie w stronę ogniska. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w tamtą stronę Ustawiłam się w kolejce jako ostatnia, a jako, że była ona bardzo krótka, szybko dotarłam do celu. Wrzucając kiełbasę do ognia podziękowałam ojcu za to, że Percy tak szybko doszedł do siebie. Nic innego nie przyszło mi do głowy. Gdy jedzenie spadło do ognia poczułam tak dobrze znaną mi woń wody. Nie miałam ochoty ruszać się z miejsca ale niestety za mną stało jeszcze parę osób więc ruszyłam w stronę stołu przy, którym Percy dalej jadł. Gdy poszedłem do niego od tyłu ten mnie nie zauważył więc dotknęłam jego ramienia i powiedziałam:
-Taki głodny jesteś? – chłopak podskoczył na ławce ale potem chwycił mnie za rękę i pociągnął abym usiadła.
- Siostrzyczko proszę mnie więcej nie straszyć – powiedział celując we mnie łyżką, która w jego rękach wyglądała dość groźnie.
-Percy czyżbyś groził mi łyżką? – zapytałam żartobliwie
-Tak, grożę ci! Do tego łyżką! – powiedział machając mi nią przed oczami.
- A wiesz co? – zapytałam i wyjęłam mu „narzędzie zbrodni” z ręki – ja się ciebie nie boję.
Po tych słowach oboje wybuchliśmy śmiechem. Chciałam się tak śmiać z Percym w nieskończoność. Niestety nagle z Wielkiego Domu wyszła … mumia. Zostawiała za sobą zieloną mgłę.  Popatrzyłam na Percy’ego, który tylko przewrócił oczami i zwrócił wzrok na mumię, która stanęła przy ognisku i zaczęła mówić:
Córa Posejdona musi podjąć wyzwanie
Bożek na jej drodze stanie
Pomoc jego musi być przyjęta
Inaczej pająk cały świat spęta
Po tych słowach mumia wróciła do Wielkiego Domu. Oczywiście wszyscy herosi patrzyli się na mnie i wcale nie zamierzali przestać. Na szczęście Percy chwycił mnie za rękę i poprowadził w stronę domków. W oddali było słychać krzyk Chejrona obwieszczający o końcu kolacji. Byłam wdzięczna Mojemu bratu za to, że wyciągnął mnie  stamtąd. Nie lubię być w centrum wydarzeń, a w Obozie byłam już aż dwa razy!
Domek Posejdona nie był duży, lecz w środku naprawdę piękny. Wszystko było na niebiesko, a co najlepsze pachniało morzem. Był to mój ulubiony zapach.  Przeczesałam cały domek i zrozumiał, że mamy wspólna łazienkę z Percym. Nie było tak źle przecież to jest mój brat, a ja nie mam dużo kosmetyków.
Nagle przypomniałam sobie o moim plecaku. Szybko sięgnęłam do pleców, jednak torby tam nie było. Spojrzałam na jedno z łóżek  i zauważyłam go. Podeszłam więc do niego i wysypałam całą jego zawartość na kołdrę. Oczywiście znalazła się tam moja ulubiona bransoletka z delfinami, a poza tym była również niebieska szczotka do włosów, zielona opaska też do włosów i jedyna pamiątka po mojej rodzinie czyli złoty medalion w kształcie serca. Delikatnie odłożyłam go na szafkę i przypomniałam sobie, że nie mam ubrań.
- Jakby co ubrania są w szafie – powiedział Percy jakby czytał mi w myślach – możesz się wykąpać jak chcesz, przed nami ciężki dzień.
- Dzięki – powiedziałam i ruszyłam w stronę szafy – co to było za mumia?
- Ann to jest wyrocznia delficka – odparł niespokojnie chłopak – a to co mówiła to była przepowiednia, o tobie.
- Ale ja nic z tego nie rozumiem!
- Wiem Annie  ja też nic z tego nie rozumiem, jutro musimy iść do Chejrona, żeby nam to wyjaśnił, a potem wysłał cię na misję.
- Ehh ok i tak dzisiaj już nic nie zdziałamy.
Po tych słowach wyjęłam pidżamę ( oczywiście niebieską) i ruszyłam w stronę łazienki. Umyłam się jak najszybciej, a potem ułożyłam się w łóżku i zasnęłam.