wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział I

Medytacja. Jedyny sposób, aby czternastoletnia Annie dowiedziała się kim są jej rodzice. Usiadła więc na trawie , wyciągnęła ręce przed siebie i wsłuchała się w bicie swojego serca. Biło ona równomiernie: pum-pum, pum-pum. Nagle zobaczyła obraz, domki w kształcie litery U, plac do gry w siatkówkę oraz różne dziwne budynki, polana, na której znajdowały się domki była otoczona wielkim lasem, nad którym górowała sosna, jedna wielka sosna, na której coś wisiało , coś złotego. W ostatniej chwili zobaczyła piękne jezioro, a w oddali morze obijające się o brzeg. Otworzyła oczy, nie dała rady dalej medytować. Dziewczyna czuła, że musi odnaleźć ten obóz czy cokolwiek to było. Czuła, że to miejsce gdzie powinna być.
Niechętnie podniosła się z trawy i ruszyła w stronę sierocińca. Nienawidziła tego miejsca. Nikt jej nie lubił, a do tego sama dawała do tego powody. Była nadpobudliwa i często coś psuła, a jeszcze żeby było mało bardzo często miała ochotę kogoś uderzyć. Czasem udawało jej kontrolować swoją złość ale najczęściej dochodziło do bójek.
Dziewczyna otworzyła drzwi i jak najszybciej pobiegła do swojego pokoju żeby się spakować i uciec. Na szczęście nie dzieliła z nikim pokoju więc pochowała najważniejsze dla niej rzeczy do plecaka i wyskoczyła przez okno aby nikt jej zauważył. Ann uwielbiała to robić, ponieważ pod jej oknem znajdowała się rzeka, a ona kocha wodę. 
Gdy dotknęła wody poczuła, że przybywa do niej energia, to był jeden plus wody. Jak najszybciej popłynęła w stronę zatoki Long Island, czuła, że ktoś tam na nią czeka. Płynęła jakieś 15 minut gdy stwierdziła, że nikt z sierocińca na pewno jej nie zauważy. Wyszła więc z wody, nie przejmując się tym, że cała była mokra. Woda ściekała z niej na chodnik, a ludzie omijali ją szerokim łukiem jakby była dziwakiem. Nie dziwiła im się , BYŁA dziwakiem.  
Ruszyła chodnikiem gdy nagle zobaczyła chłopca, który przypominał jej ją samą. Mieli te same morskie oczy i czarne włosy. Nawet wyraz twarzy miał podobny. Gdy ją spostrzegł Ann ujrzała błysk w jego oku. Uśmiechnął się szeroko. Annie wiedziała, że nigdy nie zapomni tego uśmiechu.
- Cześć siostrzyczko – powiedział i uśmiechnął się jeszcze szerzej na widok, jej zdziwionej miny dodał – jestem Percy Jackson, a ty ?
- Ja … Annie Sterk… dlaczego nazwałeś mnie siostrzyczką?
- Chodź wytłumaczę Ci wszystko w bezpiecznym miejscu.
Po tych słowach Percy wziął ją pod rękę i zaczął prowadzić do pierwszej taksówki. Gdy do niej wsiedli kazał taryfiarzowi jechać gdzieś na Long Island.   Annie przyglądała się mu z zaciekawieniem. Jego pomarańczowa koszulka z napisem „Obóz Herosów” była na tyle krótka , by ukazywać jego niewielkie  mięśnie na ramionach. Ciemne podarte jeansy wyglądały jakby nosił je przynajmniej dziesięć lat. Jego włosy były rozczochrane tak bardzo, że aż Ann chciała je przygładzić lecz szybko przestała o tym myśleć. Chcąc nie chcąc Percy się jej podobał lecz widziała w nim podobieństwo do samej siebie. Przypatrując się Percy’emu dziewczyna zobaczyła, że w kruczoczarnych włosach znajduję się siwy lok. Ann miała ochotę zapytać skąd on się wziął ale się powstrzymała. Ujrzała również zmęczenie na jego twarzy, widziała, że nie spał po nocach. Może tak jak ona miał koszmary.
-Percy wiem, że nie powinnam pytać ale masz koszmary nocne?
- U nas to normalne – wyszczerzył się w szelmowskim uśmiechu – zobaczysz jak dojedziemy na miejsce.
- Percy…
Nie zdążyła dokończyć, ponieważ coś uderzyło w taryfę z taką siłą, że ta o mało co nie została zmiażdżona. Annie spojrzała na Percy’ego ale on już stał przed wielkim potworem, który wyglądał jakby był cały z metalu i do tego przypominał wielkiego wilka jednak cały był złoty, a ślepia paliły się na kolor czerwony.  Sam jego widok przerażał Ann, a do tego naprzeciwko potwora stał Percy z mieczem w ręce.
Dziewczynie udało się wyjść z samochodu w momencie kiedy przeciwnicy skoczyli na siebie. Percy wykonał zgrabny ruch mieczem i uderzył ostrzem potwora prosto w jego lewe oko. Potwór zaryczał z bólu i uderzył wielkim łapskiem w chłopca jednak ten zdążył odskoczyć na czas i zaatakować go z tyłu. Potwór nie był na tyle szybkie żeby uniknąć ataku ale gdy Percy wbił mu miecz w udo i zaczął go wyciągać, wilk obrócił się z impetem do tyłu tak, że chłopak puścił miecz i wylądował na drzewie. Annie patrzyła z przerażeniem  jak Percy osuwa się nieprzytomny na ziemię.
Co teraz robić? -pomyślała.   Nie umiała walczyć ale pewna cześć jej umysłu wiedziała co musi zrobić. Pobiegła do potwora wyjęła miecz z jego uda i zaatakowała go prosto w serce.  Na szczęście wilk nie zauważył, że chciała zaatakować go w pierś więc wyciągnął łapy przed siebie. Ann zgrabnie je ominęła i trafiła prosto w serce. Nagle potwór zwiotczał i runął na ziemię, wydał z siebie ostanie warknięcie i blask jego czerwonego oka wygasł.

2 komentarze:

  1. Interesujący, trochę krótki. Mało szczegółów, co sprawia wrażenie, że pisałaś w pośpiechu. Następnym razem wczuj się w rolę i opisz to.
    Wczuj się w rolę Annie, wyobraź sobie co ona(ty) tam robi i opisz to.
    Ale opowiadanie samo w sobie ładne.
    Buziaki, pozdrawiam.
    ~Dramantian.

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo fajny pomysł, ale popracuj nad odpowiednim złożeniem zdań

    OdpowiedzUsuń