- Percy! - krzyknęła od razu.
Podbiegłam do niego. W miejscu po uderzeniu chłopaka, kora z drzewa była zdarta, a były na niej widoczne ślady krwi. Gdy Annie spojrzała w dół, zobaczyła leżącego Percy’ego, który chyba się już wybudzał. Szybko uklękła przy nim. Podniosła jego lewą rękę i, jak podejrzewała, zauważyła grubą szramę, z której ciekła krew. Jak najszybciej urwała kawałek materiału ze swojej niebieskiej tuniki i zatamowała krew solidnym opatrunkiem. Kiedy skończyła, jak najszybciej obejrzała chłopaka w poszukiwaniu innych ran, ale na szczęście wydawało się, że oprócz zranienia na plecach chłopak był cały. Ann wstała na chwilę z klęczek, żeby zobaczyć gdzie się znajdują.
Podbiegłam do niego. W miejscu po uderzeniu chłopaka, kora z drzewa była zdarta, a były na niej widoczne ślady krwi. Gdy Annie spojrzała w dół, zobaczyła leżącego Percy’ego, który chyba się już wybudzał. Szybko uklękła przy nim. Podniosła jego lewą rękę i, jak podejrzewała, zauważyła grubą szramę, z której ciekła krew. Jak najszybciej urwała kawałek materiału ze swojej niebieskiej tuniki i zatamowała krew solidnym opatrunkiem. Kiedy skończyła, jak najszybciej obejrzała chłopaka w poszukiwaniu innych ran, ale na szczęście wydawało się, że oprócz zranienia na plecach chłopak był cały. Ann wstała na chwilę z klęczek, żeby zobaczyć gdzie się znajdują.
Miejsce wokół drogi porastał duży i gęsty las, który
ciągnął się aż do horyzontu. W oddali słyszała szum fal, lecz było to za
daleko, by dojść tam wystarczająco szybko samemu, a co dopiero z rannym.
Zaczęła przypatrywać się drzewom i zauważyła wielką sosnę, górującą nad
wszystkimi innymi drzewami. Udało jej się znaleźć to miejsce, które widziała
jeszcze dzisiejszego dnia, rano. Dziewczyna była wniebowzięta. Jednak
przypomniała sobie o Percym leżącym u jej stóp.
Trzeba mu jakoś pomóc - pomyślała. Kucnęła przy nim i dotknęła jego policzka. Był ciepły, wręcz gorący. Chciała trzymać dłoń dalej na policzku, jednak wbrew sobie odsunęła ją i lekko pacnęła chłopca, aby się ocknął. Żadnej reakcji. Dopiero po chwili Percy poruszył się lekko. Gdy otworzył oczy, od razu spojrzał w kierunku jego policzka. Annie uświadomiła sobie, że zapomniała zdjąć z niego ręki. Szybko wzięła rękę i poczuła, że rumieni się na twarzy. No tak, jeszcze tego brakowało, żeby się zapłonęła rumieńcem! Zawsze chciała się zakochać w kimś, kto by o nią dbał i kochał równię mocno, jak ona jego, a pomimo tego miała wrażenie, że Percy to nie ten jedyny. Nagle jej dłoń przesunęła się do kruczoczarnych włosów. Dziewczyna jeszcze mocniej się zarumieniła i nie potrafiła cofnąć ręki. A może nie chciała...? Percy patrzył się jej prosto w oczy. Nawet nie drgnął, kiedy jej dłoń pochwyciła siwy lok włosów.
Trzeba mu jakoś pomóc - pomyślała. Kucnęła przy nim i dotknęła jego policzka. Był ciepły, wręcz gorący. Chciała trzymać dłoń dalej na policzku, jednak wbrew sobie odsunęła ją i lekko pacnęła chłopca, aby się ocknął. Żadnej reakcji. Dopiero po chwili Percy poruszył się lekko. Gdy otworzył oczy, od razu spojrzał w kierunku jego policzka. Annie uświadomiła sobie, że zapomniała zdjąć z niego ręki. Szybko wzięła rękę i poczuła, że rumieni się na twarzy. No tak, jeszcze tego brakowało, żeby się zapłonęła rumieńcem! Zawsze chciała się zakochać w kimś, kto by o nią dbał i kochał równię mocno, jak ona jego, a pomimo tego miała wrażenie, że Percy to nie ten jedyny. Nagle jej dłoń przesunęła się do kruczoczarnych włosów. Dziewczyna jeszcze mocniej się zarumieniła i nie potrafiła cofnąć ręki. A może nie chciała...? Percy patrzył się jej prosto w oczy. Nawet nie drgnął, kiedy jej dłoń pochwyciła siwy lok włosów.
Gdy Annie chciała się odezwać, chłopak z trudem
dotknął palcem jej warg. Widać było zmęczenie na jego twarzy. Nie
odrywając wzroku od jego oczu, pocałowała go. Niestety Percy nie odwzajemnił
pocałunku, tylko cały zesztywniał. Ann odsunęła się od niego, zabrała rękę z
jego włosów i zapytała:
- Jak się czujesz ? - W jej głosie brzmiała uraza.
- Nie wiem… Muszę spróbować się podnieść.
Po tych słowach Percy usiadł, a następnie położył
dłonie na ziemi i spróbował wstać. Prawą rękę przeniósł na drzewo, i
powoli, z trudem wstał i oparł się o drzewo. Widocznie zmęczył się, bo po jego
czole spływał pot. W międzyczasie z poobijanego auta wyszedł wcześniej
nieprzytomny taryfiarz. Obszedł auto i zagwizdał na widok wielkiego wilka.
- Co tu robi ten kamień? - zapytał się o spojrzał w
naszym kierunku. - Młodzieńcze nic Ci nie jest? - Po chwili dodał - w jaki
sposób uderzyłeś w to drzewo?
- Yyy… no… ja chyba.. kiedy uderzyliśmy w to coś -
Wskazał na złotego potwora. - Wypadłem z auta i uderzyłem o drzewo.
- A pasów to się zapomina zapiąć, co? - powiedział
zniesmaczony. - Czekaj, czekaj… otworzyłeś drzwi, idioto?
- Idioto?! - Percy napiął mięśnie. - Ja
przynajmniej nie wjechałem w kamień! - Wskazał w ów kierunku.
- Nie widziałem go!
- Ja jakoś widziałem, to dlatego odpiąłem pasy i
otworzyłem drzwi, chciałem go zobaczyć.
Annie stała jak wryta i patrzyła na całą scenę ze
zdziwieniem. Nie miała pojęcia, dlaczego Percy oszukuje kierowcę. Gdy dojdą do
„bezpiecznego miejsca”, chłopak będzie musiał jej wszystko wytłumaczyć.
Przeniosła spojrzenie na leśną dróżkę i zauważyła
dziewczynę o blond włosach, kroczącą w ich kierunku. Miała tą samą koszulkę na
sobie, co Percy. Skąd się tu wzięła...? Kiedy podeszła bliżej, zauważyli ją w
pełnej krasie. Jasne kosmyki spływały na delikatną cerę, a szare, ciekawe
świata oczy obserwowały całe zajście. Ręce, założone z tyłu, kryjące gruby
patyk śmignęły w powietrzu, uderzając kierowcę w głowę. Znów zemdlał. Annie
popatrzyła na Percy’ego ze zdziwieniem, poczuła lekki strach. On tylko
uśmiechnął się do niej uspokajająco i odwrócił wzrok na nieznajomą. W jego
oczach zagościł błysk, jednak nie ten jej znany. Ten był o wiele mocniejszy,
widać w nim było pożądanie.
On ją kocha - pomyślała Ann.
On ją kocha - pomyślała Ann.
- Annabeth! - zawołał Percy.- Dlaczego to zrobiłaś?
- Oj przepraszam, miałam tylko wrażenie, że masz go
dość - odparła z rozbrajającą szczerością.
- Miałem, ale jakoś bym z tego wybrnął - Percy
zerknął z ukosa na Ann i powiedział. - Annie, to jest moja przyjaciółka,
Annabeth Chase.
- Cześć - powiedziała cicho i wyciągnęła rękę -
Jestem Annie Sterk.
- Hej - rzuciła blondyna, po czym szybko podała mi
rękę.
- No to co, idziemy do Obozu? - zapytał Percy.
- Chodź, Glonomóżdżku - powiedziała z uśmiechem
Annabeth i ruszyła przed siebie.
Annie spojrzała na chłopaka, który nadal opierał się o
drzewo. Teraz powoli odsunął się i ruszył chwiejnym krokiem przed siebie.
Uśmiechnął się do niej i zachęcił gestem, by szła za nim. Ann nie miała wyboru
ruszyła za przyjaciółmi.
Glonomóżdżek? O co chodzi? - dziewczyna zastanawiała się dlaczego blondyna tak nazwała Percy’ego, a on tylko się do niej uśmiechał, zupełnie jakby widział tylko ją. Ann miała nadzieję, że ktoś ją pokocha tego lata, nie chciała być sama. Teraz patrzyła na Annabeth i Percy’ego wesoło dyskutujących. Chciała się do nich dołączyć, lecz też nie chciała im przeszkadzać, więc została z tyłu i przypatrywała się tej dwójce. Po dłuższej chwili miała ochotę wskoczyć pomiędzy drzewa i uciec, nie chciała już patrzeć jak ci dwoje całkowicie nie zważają na jej obecność. Nie lubiła być w centrum uwagi, lecz w tej sytuacji raz za czas chyba przydałoby się spojrzeć do tyłu, czy chociaż uśmiechnąć się zachęcająco.
Glonomóżdżek? O co chodzi? - dziewczyna zastanawiała się dlaczego blondyna tak nazwała Percy’ego, a on tylko się do niej uśmiechał, zupełnie jakby widział tylko ją. Ann miała nadzieję, że ktoś ją pokocha tego lata, nie chciała być sama. Teraz patrzyła na Annabeth i Percy’ego wesoło dyskutujących. Chciała się do nich dołączyć, lecz też nie chciała im przeszkadzać, więc została z tyłu i przypatrywała się tej dwójce. Po dłuższej chwili miała ochotę wskoczyć pomiędzy drzewa i uciec, nie chciała już patrzeć jak ci dwoje całkowicie nie zważają na jej obecność. Nie lubiła być w centrum uwagi, lecz w tej sytuacji raz za czas chyba przydałoby się spojrzeć do tyłu, czy chociaż uśmiechnąć się zachęcająco.
Nagle Percy zwolnił. Annie od razu to zarejestrowała
wzrokiem, a Annabeth spytała, co się stało. Chłopak nie zdążył nic powiedzieć,
bo osunął się na ziemię. Szmatka na jego ramieniu zaczęła przeciekać krwią.
Przyjaciółka Percy’ego krzyknęła i uklękła przy nim, zaczęła go wołać, ale ten
znów stracił przytomność. Ann nie mogła się ruszyć i obserwowała wszystko z
narastającym przerażeniem. Próbowała przezwyciężyć ołów, z którego zdawały się
teraz być jej nogi, jednak strach był silniejszy. Wpatrywała się w Annabeth i
nieprzytomnego Percy’ego. Po chwili, która dla Ann trwała w nieskończoność,
dziewczyna ruszyła się i z ociężałymi nogami podbiegła co chłopaka. Uklękła
przy nim i przyglądnęła mu się. Nie było dobrze. Percy cały zbladł i bardzo
ciężko oddychał. Zastanawiała się dlaczego chłopak zemdlał, przecież tylko…
uderzył o drzewo z ogromną siłą!
- Annabeth, czy w pobliżu jest jakieś miejsce, gdzie
jest lekarz, czy coś?
- W Obozie Herosów - powiedziała dziewczyna. - jest
już blisko.
- Damy radę go tam przenieść?
- Tak, chyba tak. Widzisz tę wielką sosnę? Wystarczy
go tam zanieść.
- No to bierzmy się do roboty.
Annie chwyciła za ręce chłopaka, a Annabeth za nogi i
zaczęły powoli ciągnąć go w stronę sosny. Dziewczyna jeszcze nigdy aż tak
strasznie się nie zmęczyła. Gdy dociągnęły go do drzewa, niemal cała siła ją
opuściła.
Ann bała patrzeć się na plecy Percy’ego, które musiały być bardzo otarte, ponieważ zostawiał za sobą krwawe ślady. Dziewczyna odwróciła głowę i zobaczyła tą samą dolinę z domkami, którą widziała kiedy medytowała. W górę biegli do nich jacyś ludzie w pomarańczowych koszulkach.
Pewnie obozowicze - pomyślała Annie. Był wśród nich chłopiec z czarnymi włosami i ciemnymi oczami, ubrany również na czarno. Wyglądał na młodszego od reszty. Kiedy chłopiec spojrzał na nią, uśmiechnął się lekko i odwrócił wzrok. Wszyscy biegli do Percy’ego, który zdawał się odzyskiwać przytomność. Silniejsi chłopcy podnieśli go i ruszyli w stronę największego domu. Jedyny, który pozostał to „czarny chłopiec”.
Ann bała patrzeć się na plecy Percy’ego, które musiały być bardzo otarte, ponieważ zostawiał za sobą krwawe ślady. Dziewczyna odwróciła głowę i zobaczyła tą samą dolinę z domkami, którą widziała kiedy medytowała. W górę biegli do nich jacyś ludzie w pomarańczowych koszulkach.
Pewnie obozowicze - pomyślała Annie. Był wśród nich chłopiec z czarnymi włosami i ciemnymi oczami, ubrany również na czarno. Wyglądał na młodszego od reszty. Kiedy chłopiec spojrzał na nią, uśmiechnął się lekko i odwrócił wzrok. Wszyscy biegli do Percy’ego, który zdawał się odzyskiwać przytomność. Silniejsi chłopcy podnieśli go i ruszyli w stronę największego domu. Jedyny, który pozostał to „czarny chłopiec”.
- Co się stało? - zapytał. Głos miał niski i
pomrukliwy.
- Nic, nie widać? - zironizowała. - Jak szliśmy do Obozu,
Percy po prostu zemdlał - odpowiedziała cicho.
- Ja wiem co się stało - powiedziałam niepewnie.
Spojrzeli na mnie zaciekawieni.
- Chodź, opowiesz nam wszystko w Wielkim Domu.